WTAtenis.pl - Forum tenisowe skupione na rozgrywkach WTA Tour! • Zobacz wątek - Martina Hingis - archiwalne artykuły z lat 1994 - 2007
logo serwisu
Forum o kobiecym tenisie - WTAtenis.pl
WTAtenis.pl
Teraz jest niedziela, 17 lut 2019, 03:16Klasyczne logowanie
Strefa czasowa: UTC + 1
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 11 ] 
Drukuj Poprzedni | Następny 
Autor
Wiadomość
 Tytuł: Martina Hingis - archiwalne artykuły z lat 1994 - 2007
PostNapisane: wtorek, 26 lis 2013, 18:41 
Junior
Data rejestracji na forum:
czwartek, 17 paź 2013, 11:28
Posty: 182
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona zawodniczka: Martina Hingis
W tym temacie będę wrzucał artykuły prasowe: teksty oraz skany wycinków tychże.
Jeśli ktoś z fanów Martiny ma swoje zbiory to zapraszam do podzielenia się nimi w tym wątku :)

Fragmenty artykułów z Rzeczpospolitej z lat 1994 - 1996.
Nie zamieszczam wszystkich tekstów w całości tylko niektóre oraz wszystkie wycinki poświęcone samej Martinie.

2 lipca 1994
As za asem
Wimbledon '94: Sampras i Ivanisevic w finale


(...) W ćwierćfinale turnieju juniorek doszło do pojedynku dwóch cudownych tenisowych dziewcząt, które już podpisały bajeczne kontrakty - Martiny Hingis (Szwajcarka urodzona w Czechach) i Anny Kurnikowej (Rosjanka mieszkająca od dawna na Florydzie) . Wygrała Hingis 6:4, 6:4.

28 października 1994
Tenis w Sztokholmie


(...) W Essen podczas turnieju kobiet 14-letnia Szwajcarka Martina Hingis, cudowne dziecko kobiecego tenisa, wygrała z Niemką Sabine Hack (osiemnastą zawodniczką świata) 6:3, 6:0, tracąc na to zaledwie 49 min.
Sukces ten dał Hingis awans do czołowej setki klasyfikacji WTA.

19 listopada 1994
Złota klatka
Tenis i pieniądze

(...) Wśród proponowanych rozwiązań jest sugestia, by podnieść dolną granicę wieku u dziewcząt przechodzących na profesjonalizm. Obecnie - pod pewnymi warunkami -wynosi ona 14 lat. Właśnie tyle ma dziś nowa
gwiazda tenisowego baby-boomu, Szwajcarka Martina Hingis, która w październiku pod okiem matki zagrała w pierwszym zawodowym turnieju. Ona też podobnie jak przed laty Jennifer Capriati, wielkie pieniądze
zarobiła, zanim jeszcze weszła na kort w seniorskiej imprezie. Wiadomo było, że ma talent i tenisowi biznesmeni nie chcieli czekać. Hingis podpisała kontrakt z IMG, gdzie tylko dla niej pracuje były znany tenisista niemiecki Damir Keretic. W wyszukiwanie talentów takich jak Hingis zaangażowane są ogromne pieniądze (w USA tylko z puli
Amerykańskiej Federacji Tenisowej 4 mln USD rocznie, w Niemczech o milion więcej) , a przecież są jeszcze prywatni szperacze, jeżdżący z turnieju na turniej. "Nie obawiam się przejścia na zawodowstwo, gdyż mam
zaufanie do ludzi, którzy mnie otaczają. Jeśli moja matka i Damir uznali, że już mogę to uczynić, wychodzę na kort i gram najlepiej jak potrafię. Reszta nie jest moim zmartwieniem" -mówi Martina Hingis. (...)


22 listopada 1994
Tenis brzydnie


(...) W tenisie kobiet światowy cykl turniejów wciąż nie ma sponsora po wycofaniu się firmy Kraft. Już chyba nigdy nie zagra Monica Seles, odeszła Martina Navratilova, Steffi Graf musi poddać się operacji kręgosłupa. Wróciła natomiast Jennifer Capriati, do gry weszły dwie cudowne czternastolatki, Szwajcarka Martina Hingis i Amerykanka Venus
Williams, a w kolejce czeka Rosjanka Anna Kurnikowa. Za wcześnie jeszcze, by mówić, że zwycięstwo w Masters oznacza koniec czarnej serii Gabrieli Sabatini. Właśnie ona oraz Francuzka Mary Pierce to obok deblistki Gigi
Fernandez główne estetyczne atrakcje kobiecego tenisa. Sponsorzy twierdzą, iż na gwałt potrzebują dziewczyny ładnej i wygrywającej wielkie turnieje. Sam tenis już i tu się przejadł. (...)

28 grudnia 1994
Tenisowy rok
Nie było źle

(...) W kobiecym tenisie z komputerowego punktu widzenia postacią numer 1 jest wciąż Steffi Graf, ale chyba głośniej było w mijającym roku o Arantxie Sanchez-Vicario. Niemka zaczęła od wygrania Australian Open, ale
skończyła rok zmagając się z chroniczną kontuzją kręgosłupa. Hiszpanka wygrała Roland Garros i US Open, ten ostatni turniej po dramatycznym finale z Graf. Bez wątpienia jej należy się tytuł tenisistki roku. Także w kobiecym tenisie mieliśmy jedno wielkie pożegnanie. Martina Navratilova mówiła kiedyś, że wycofa się kończąc 40 lat. Zmieniła zdanie i postanowiła odejść trochę wcześniej. Nie udała jej się wielka sztuka -wimbledońskie zwycięstwo
na pożegnanie. W dziesiątym finale pokonała ją Hiszpanka Conchita Martinez. Nie wróciła i już chyba nigdy nie wróci na korty Monica Seles, natomiast po narkotykowych aferach stara się o to Jennifer Capriati.
Ulubienicą mediów jest finalistka Roland Garros -Mary Pierce, bo śmieje się na korcie a ponadto "jej nogi się nie kończą". W związku z aferą Jennifer Capriati wylano morze atramentu na temat tego, czy tak młode dziewczęta można wyrywać z domów i robić maszynami do grania. Pomimo smutnej lekcji mamy kolejną dwójkę cudownych dzieci - rewelacyjną Szwajcarkę Martinę Hingis i czarnoskórą Amerykankę Venus Williams (...).

2 stycznia 1995
Tenis: Puchar Hopmana
Prosto z samolotu


W pierwszym meczu Pucharu Hopmana (Perth) w sylwestra Szwajcaria pokonała Australię 2:1. W Nowy Rok zespół USA wygrał z RPA także 2:1, a obrońcy tytułu Chorwaci zwyciężyli Francję 3:0. Suma nagród w turnieju wynosi 525 000 dolarów (startuje osiem drużyn) , zczego 125 000 otrzyma zwycięska para.
(...) Szwajcarzy prowadzili 2:0 po grach pojedynczych i mikst był już spotkaniem towarzyskim. Najpierw ich piętnastolatka Martina Hingis wygrała z Nicole Bradtke w trzech setach 6:7 (7-9) , 6:3, 6:3;, a później
Marc Rosset w kilkanaście godzin powyjściu z samolotu zwyciężył Marka Philippoussisa. "Przyjechałem
bardzo późno i chciałem zagrać głównie dla zabawy. Kiedy jednak mecz się zaczął, zapragnąłem wygrać. Pod względem fizycznym czuję się dobrze, ale wiem, że skutki różnicy czasu i temperatura jeszcze przez
jakiś okres będą odczuwalne" -powiedział Rosset. Jego rywal Mark Philippoussis, jak na swoje możliwości, serwował wyjątkowo słabo. W drugim meczu o wyniku decydował mikst. Chandra Rubin przegrała bowiem z
Amandą Coetzer, a specjalista od debla Richey Reneberg (57 ATP) niespodziewanie pokonał jednego z najlepszych tenisistów świata Wayne'aFerreirę (9 ATP) . "Spotkaliśmy się po raz pierwszy 24 godziny przed meczem, ale Richey jest znakomitym fachowcem od gry podwójnej, dlatego też łatwo wygraliśmy miksta" -- powiedziała Chandra Rubin.
Broniący Pucharu Hopmana Chorwaci nie mieli kłopotów z pokonaniem Francuzow. Po dwóch zwycięstwach Ivy Majoli i Gorana Ivanisevica mikst nie miał znaczenia.

2 stycznia 1995
Kobiecy tenis 1995: Graf i Sanchez
Zaciskanie pasa


Po raz pierwszy tenisistka prowadząca w rankingu WTA nie została ogłoszona mistrzynią świata. Jeśli chodzi o punkty, zdecydowaną iderką jest wciąż Niemka Steffi Graf, natomiast mistrzowski tytuł przyznano arcysłusznie Hiszpance Arantxy Sanchez-Vicario, która w ubiegłym roku wygrała dwa turnieje wielkoszlemowe -- Roland Garros i US
Open. Jeszcze na początku ubiegłego roku wydawało się, że powrót Moniki Seles jest tylko kwestią czasu i wcześniej czy później włączy się ona do rywalizacji o prymat w kobiecym tenisie. Dziś wiemy już, że
to raczej nie nastąpi. Wokół Seles zapadła martwa cisza, nie ma z nią wywiadów w światowej prasie, krążą tylko plotki, że sponsorzy chcą zrywać wieloletnie kontrakty. W tej sytuacji rok 1995 może być tym, w którym Sanchez-Vicario podejmie atak także na rankingową pozycję Graf. Jeśli Niemka wyleczyła definitywnie kontuzję mieśni grzbietu, wydaje się mało prawdopodobne, by ktoś jeszcze wmieszał się do ich rywalizacji. Te dwie zawodniczki
mają nad resztą ogromną przewagę, nie tylko pod względem techniki i przygotowania atletycznego, lecz przede wszystkim wynikającą z tego, że zarówno Graf jak i Sanchez-Vicario już wielokrotnie wygrywały, są o
wiele mocniejsze psychicznie od rywalek. Jeśli chodzi o potencjalne niebezpieczeństwa dla tego duetu, to w
kobiecym tenisie jest tylko kilka zawodniczek, które, gdy są w szczytowej formie, mogą wygrać z każdym. Na pierwszym miejscu należy chyba wymienić ubiegłoroczną zwyciężczynię Wimbledonu Hiszpankę Conchitę
Martinez, następnie powracającą do formy Argentynkę Gabrielę Sabatini (wygrała w grudniu 1994 turniej Masters) , Francuzkę Mary Pierce (ma już na koncie dwa zwycięstwa nad Graf i jedno nad Sanchez) oraz
amerykańskiego wielkoluda Lindsey Davenport. Pod baczną obserwacją będą też w tym roku Jennifer Capriati, która stara się zapomnieć narkotyczną przygodę oraz dwie czternastolatki, Szwajcarka Martina Hingis
i Amerykanka Venus Williams.

17 stycznia 1995
Australian Open: wszyscy rozstawieni wygrali
Tutaj człowiek odżywa

W pierwszym dniu turnieju wśród kobiet wystąpiły tylko dwie faworytki - Hiszpanka Conchita Martinez oraz Francuzka Mary Pierce. Obie wygrały łatwo. Martinez -zwyciężczyni ostatniego Wimbledonu, powiedziała, że końcówka ubiegłego roku była dla niej fatalna, gdyż nie potrafiła przystosować się do tenisa w hali. "Przegrywałam nie dlatego, że
brakowało mi motywacji po wimbledońskim sukcesie, wprost przeciwnie. Zimą pracowałam bardzo ciężko, zaplanowałam długie wakacje, ale z ich zrezygnowałam. Mam nadzieję, że to przyniesie efekty" --
stwierdziła Hiszpanka. Swój pierwszy wielkoszlemowy mecz wygrała 14-letnia Szwajcarka Martina Hingis, najmłodsza profesjonalna tenisistka na świecie, zwana "Małą Martiną".

22 czerwca 1995
Za kilka dni Wimbledon
Straszenie Graf

Gdyby słuchać bookmacherów, tegoroczny Wimbledon powinni wygrać Steffi Graf i Pete Sampras. Nie są to typy specjalnie odkrywcze: Niemka jest na czele listy rankingowej, Amerykanin zajmuje drugie miejsce za Andre
Agassim. To pewnie nie jest sterowane, ale od dwóch dni największe agencje prasowe, pisząc o tegorocznym turnieju w Wibledonie, straszą pierwszą rakietę świata, Steffi Graf, młodziutką Martiną Hingis. Akurat Graf
należy do tych tenisistek, które na korcie zachowują się wzorowo i nie mają żadnych skłonności do nonszalancji, do lekceważenia kogokolwiek. Po co jej mówić, że w I rundzie może przegrać, a od tej informacji dwa dni z rzędu zaczynają się rozważania o szansach w turnieju kobiecym, i po co dostarczać dowodów rzeczowych, to znaczy przypominać, że w ubiegłym roku Niemka nie przeszła I rundy (przegrała z Amerykanką Lori
McNeil) ? Każda dobra tenisistka i każdy dobry tenisista przegrał nie raz i nie dwa w Irundzie jakiegoś dużego turnieju.
Skoro mowa o Graf i Hingis, straszenie mistrzyni odbywa się przy użyciu tegorocznych dokonań młodziutkiej Czeszki, która ma obywatelstwo szwajcarskie. A więc przypomina się, że Hingis zagrała miesiąc temu w finale Citizen Cup w Hamburgu, miażdżąc po drodze takie rakiety jak Janę Novotną, Anke Huber i Judith Weisner, jak również to, że dotarła
do III rundy międzynarodowych mistrzostw Francji. Na liście najlepszych, którą otwiera Graf, Hingis jest na 19 miejscu i niewiele brakowało, by w wieku 14 lat była rozstawiona na Wimbledonie. Nie jest Hingis istotą nadprzyrodzoną, bo dość dawno temu przyjechało do Wimbledonu mało znane dziecko płci żeńskiej, lat mu było 15, też nie było rozstawione i niczym burza niszczyło przeciwniczki po drodze, aż znalazło się w III rundzie. To dziecko nazywało się Tracy Austin i byłoby dobrze, gdyby Martina Hingis zapoznała się z karierą podobnego do niej cudownego dziecka światowego tenisa. Byłoby jeszcze lepiej, żeby Hingis najbardziej skupiła uwagę na tym, kiedy Austin przestała grać w tenisa i dlaczego. W wieku 21 lat kobieta o nazwisku Austin była fizycznym kaleką z powodu przeciążeń treningowych i turniejowych. Słuch o niej zaginął na parę dobrych lat, potem próbowała wracać, ale bez
powodzenia. Tracy Austin zniszczyli rodzice, opiekunowie, doradcy, a więc wszyscy ci, którzy z niej dobrze żyli. Takich dzieci było więcej, jakoś nie wraca do tenisa Jennifer Capriati, która w wieku 14 lat była chyba lepsza od
Hingis. Jeśli kogoś warto straszyć, to nie Graf, lecz Hingis. I nie przeciwniczkami, lecz ciężką pracą, która wyniszcza organizm dziecka. Każdego dziecka, a Hingis takim jeszcze jest. Oczywiście nikt nie będzie słuchał tego zrzędzenia, bo jeśli dziecko może zarabiać wielkie pieniądze, trzeba je koniecznie zaprząc do kieratu.

24 czerwca 1995
W poniedziałek zaczyna się Wimbledon
Graf wróciła do Londynu


Steffi Graf, rozstawiona z numerem 1 w turnieju wimbledońskim, powróciła po dniu pobytu w Niemczech do Londynu i organizatorom spadł kamień z serca. Po dezercji Hiszpanów Sergi Bruguery i Alberto Berasategui parę dni przed inauguracją wycofanie się Steffi Graf byłoby przyjęte niemal jak bojkot najstarszego wielkoszlemowego turnieju tenisowego, Anglii i Jej Wysokości Królowej Elżbiety. Steffi Graf jest poważną sportsmenką i ostatnia rzecz, jaką może
zrobić, to zakpić z organizatorów rozpoczynającego się w poniedziałek turnieju w Wimbledonie. To wszyscy wiedzą i parę razy najpoważniejsze londyńskie gazety powtarzały to w minionym tygodniu, ale kiedy pierwsza dama tenisa nie przybyła na trening w czwartek, tylko udała się na lotnisko Heathrow, by odbyć podróż powietrzną do Niemiec, parę
odpowiedzialnych za prestiż turnieju osób na dobre zwątpiło, czy ona wróci. Agent Graf, Phil de Picciotto, tłumaczył, jak umiał, że boli ją przegub prawej ręki, że nadwerężyła go jeszcze podczas poniedziałkowego treningu, ale sprawa była poważna. Skończyło się szczęśliwie, Steffi Graf poleciała w czwartek do Niemiec do swojej rejonowej przychodni zdrowia, gdzie pokazała rękę i uzyskała od lekarza zezwolenie na wygranie Wimbledonu.
Inna sprawa, że Niemka, którą przedstawia się jako wzór sportowych cnót i zalet, chyba notuje pierwsze objawy zmęczenia materiału, to znaczy swoich mięśni i więzadeł. Przypomnijmy, że nie startowała w międzynarodowych mistrzostwach Australii i do ostatniej chwili trzymała w niepewności organizatorów turnieju na kortach Rolanda Garossa w Paryżu. Co prawda nie z powodu nadwerężonych mięśni czy więzadeł, ale uczulenia na pyłki kwiatów albo drzew, które w maju kwitną w stolicy Francji. Znawcy tenisa przypominają również, że w drugiej połowie
czerwca, kiedy zbliża się Wimbledon, stan zdrowia Steffi Graf pogarsza się nagle. To są złośliwości, pierwsza rakieta trenowała w piątek i jest raczej pewne, że młodziutka Martina Hingis zobaczy Graf po drugiej
stronie siatki.

28 czerwca 1995
Turniej w Wimbledonie
Skarpety w tym samym kolorze


Andre Agassi, rozstawiony z numerem 1 i faworyt turnieju w Wimbledonie, jest w II rundzie. Nie można tego powiedzieć o Michaelu Stichu, który przegrał swój pierwszy mecz z Holendrem Jacco Eltinghiem. Martina Hingis,
która ma 14 lat, musiała grać na korcie centralnym przeciwko Steffi Graf. Mecz nie był długi. Graf wygrała 6:3, 6:1 (...).


01 sierpnia 1995
Tenis: po mistrzostwach Europy juniorów
Dogonić Kurnikową


Aleksandra Olsza - tegoroczna mistrzyni Wimbledonu juniorek, została w Klosters (Szwajcaria) wicemistrzynią Europy w tej kategorii wiekowej. Najważniejszym celem ostatniego sezonu w juniorskiej karierze Olszy jest
wyprzedzenie Rosjanki Anny Kurnikowej w światowym rankingu juniorów, co równa się oficjalnemu tytułowi mistrzyni świata. Start w Klosters był dla Olszy pierwszym występem po Wimbledonie. Dotarła do finału, gdzie uległa Kurnikowej. Rosjanka jest po Martinie Hingis chyba najsłynniejszym "tenisowym dzieckiem". O ile jednak
Szwajcarka na korcie zachowuje się nienagannie, o tyle o Kurnikowej można w tym kontekście pisać tylko źle. 14-latka z Moskwy, wychowana na Florydzie i od dawna na kontrakcie w firmie IMG, klnie, kłoci się z
sędziami i na różne sposoby denerwuje rywalki. W prasie całego świata, gdy pisze się o patologii tenisa, na pierwszym miejscu wymieniane jest nazwisko Kurnikowa. Oczywiście Rosjanka jest też wielkim talentem, ale
tym, co przede wszystkim zapada w pamięć, jest jej tupet i przedwczesna dojrzałość. "Niektóre zawodniczki były przez Kurnikową doprowadzane niemal do łez. Oprócz tego zawodniczka ta ma zadziwiające zdrowie. Pod
koniec gema niemal podpiera się nosem, a po zmianie stron jest jak nowa. Nie potrafię wyjaśnić, jak to się dzieje" -- mówiła trenerka naszej reprezentacji Barbara Olsza (matka tenisistki) .

31 sierpnia 1995
US Open: zwycięstwa Changa, Sticha, Couriera, Bruguery i Mustera
Przesadzić drzewo na pustynię


Wielcy faworyci prawie w komplecie przebrnęli pierwszą rundę US Open. Odpadł tylko Goran Ivanisevic. W środę swe mecze pierwszej rundy wygrali Michael Stich, Michael Chang, Sergi Bruguera i Thomas Muster. W turnieju
kobiet w trzeciej rundzie są już Arantxa Sanchez-Vicario, Mary Pierce i Gabriela Sabatini. Awansowała też 15-letnia Szwajcarka Martina Hingis pokonując Bułgarkę Magdalenę Malejewą (nr 8) . (...) Szwajcarski tenisowy wunderkind Martina Hingis stwierdziła, że rywalka Magdalena Malejewa to był mały problem w porównaniu z obyczajami
amerykańskiej publiczności, która podczas meczu zmienia miejsca, rozmawia ikupuje hamburgery. "Jeszcze w takich warunkach nie grałam" - powiedziała Hingis zdecydowanie nie popierająca tenisowych reform braci
Jensenów. Bardzo ironicznie mówi też o nich Szwed Mats Wilander, kiedyś numer 1 światowego tenisa, a dziś luksusowy, trzydziestoletni emeryt. Wilander mieszka koło Nowego Jorku, przyjeżdża na mecze prosto z domu, a
publiczność bardzo go lubi. W pierwszej rundzie wygrał w pięciu setach z Amerykaninem Steve'mCampbellem i wrócił na swe ukochane pole golfowe w Connecticut.

04 września 1995
US Open: Graf i Sabatini w ćwierćfinale, zwycięstwo Seles, odpadł Kafielnikow
Ze spuszczoną głową

Wielcy faworyci Monica Seles i Steffi Graf oraz Andre Agassi i Pete Sampras wygrywają w US Open. Awansował też Austriak Thomas Muster (nr 3) . Jedyną sobotnią sensacją było wyeliminowanie Jewgienija Kafielnikowa.
Pokonał go Amerykanin Vince Spadea. Monica Seles już po raz trzeci z rzędu zwyciężyła w niespełna
godzinę. Tym razem ofiarą była Japonka Yone Kamio. Podczas konferencji prasowej, między jednym a drugim wybuchem śmiechu, wesoła Monica powiedziała: "Jestem dość zadowolona z mojej gry w tym meczu,
szczególnie z serwisu. Z moją następną rywalką Anke Huber spotkałam się niedawno w Toronto. Wygrałam, ale mecz był zacięty. Zdaje sobie sprawę, że tenisistki klasy Huber to już trochę inna półka. "
Japonkę Kamio Seles bombardowała z głębi kortu uderzeniami tak mocnymi i precyzyjnymi, że skośnookiej dziewczyny chwilami było żal. Steffi Graf po raz osiemnasty pokonała Nathalie Tauziat (Niemka nie przegrała z
Francuzką ani jednego meczu w ciągu ośmiu lat) , ale nie sprawia tak solidnego wrażenia jak Seles.
Trochę w cieniu dwóch wielkich gwiazd kobiecego tenisa idzie przez turniej Argentynka Gabriela Sabatini. Tak dobrze jak z Belgijką Sabine Appelmans nie grała od lat. Sabatini wygrała US Open w roku 1990. "Zawsze
w Nowym Jorku czułam się dobrze, ale w tym roku chyba lepiej analizuję sytuację na korcie i jestem w stanie kontrolować swoje mecze" - stwierdziła Sabatini. Nazajutrz w 1/ 8 finału pozbawiła ona złudzeń szwajcarską nastolatkę Martinę Hingis, która mogła tylko rzucać ze złości rakietą. Podobnie jak Argentynka, bez zbytniego rozgłosu kolejne zwycięstwa odnosi obrończyni tytułu, Hiszpanka Arantxa Sanchez-Vicario. Decydujące gry turnieju kobiet mogą być w tym roku wyjątkowo ciekawe.

05 stycznia 1996
Tenisowy Puchar Hopmana w Perth
Jeden atut

W czwartkowych meczach Pucharu Hopmana Szwajcaria wygrała w Perth (Australia) z Holandią, USA z Francja, a RPA z Chorwacją. Wszystkie mecze zakończyły się wynikiem 2:1. Przed ostatnim dniem spotkań
eliminacyjnych żadna z drużyn nie zapewniła sobie awansu do finału. Największej szansy nie wykorzystali Chorwaci, którym miejsce w decydującej rozgrywce dawała wygrana z RPA. O wyniku tego spotkania decydował mikst, gdyż wcześniej Iva Majoli przegrała z Amandą Coetzer, a Goran Ivanisevic pokonał Wayne'aFerreirę. Przy stanie 1:1 w setach w grze podwójnej rozstrzyga nie trzeci set lecz tie-break. 7-5 wygrali go reprezentanci RPA.
Najciekawszy pojedynek dnia stoczyli wcześniej Marc Rosset i Richard Krajicek w meczu Szwajcaria - Holandia. Obaj mają po dwa metry wzrostu i zwykle świetnie serwują. O zwycięstwie Rosseta zadecydował tym razem o
wiele lepszy return. "Nie jestem zadowolnony z mojej gry, przede wszystkim słabiej niż zwykle serwowałem. Udawało mi się tylko jedno -returny, i ten atut na szczęście wystarczył" - powiedział Rosset. Jego rodaczka Martina Hingis także wygrała z Brendą Schultz-McCarthy. Szwajcarska piętnastolatka jest ulubienicą publiczności w Perth,
ponieważ gra dobrze i często się śmieje. "Dlaczego mam się nie uśmiechać? W turnieju idzie nam dobrze, a oprócz tego czuję się świetnie i z ufnością wchodzę w nowy rok" - opowiadała Hingis, oczywiście z uśmiechem.
Eliminacje kończą się w piątek, finał odbędzie się w sobotę. Zwycięska drużyna otrzyma 150 000 USD. Puchar Hopmana jest jedną z "rozgrzewkowych" imprez przed rozpoczynającym się 15 stycznia w Melbourne
wielkoszlemowym turniejem Australian Open.

Wyniki
Szwajcaria -- Holandia 2:1; M. Hingis (Szwajcaria) -- B. Schultz-McCarthy
(Holandia) 6:3, 7:5; M. Rosset (Szwajcaria) -- R. Krajicek (Holandia) 6:4,
6:4, Schultz-McCarthy i Krajicek -- Hingis i Rosset 6:3, 2:6, 7:0 (o
zwycięstwie w mikście zamiast trzeciego seta decydował tie-break) .

6 stycznia 1996
Tenis: Chorwacja -- Szwajcaria w finale Pucharu Hopmana
Wolne nogi


W finale Pucharu Hopmana (nieoficjalne mistrzostwa świata drużyn mieszanych) zagrają Szwajcaria i Chorwacja. Szwajcaria po piątkowym zwycięstwie nad Niemcami zapewniła sobie pierwsze miejsce w grupie B,
natomiast Chorwacja, mimo przegranego dzień wcześniej meczu z RPA, triumfowała w grupie A.
Szwajcaria wygrała w swojej grupie wszystkie trzy mecze. Ten ostatni, z broniącymi tytułu Niemcami - decydujący o awansie do finału - dobrze rozpoczęła 15-letnia Martina Hingis, zwyciężając w trzech trwających 78 minut setach o wiele bardziej doświadczoną i utytułowaną Anke Huber. Niemka wygrała pierwszego seta 6:2, ale w następnych była prawie bezsilna wobec agresywnej, coraz mocniejszej i pewniejszej gry Hingis, której udało się w całym meczu zaserwować sześć asów. Jak sama potem przyznała, nigdy przedtem jej się to nie zdarzyło. Szwajcarka
dziewięciokrotnie przełamywała podanie Huber, kończąc nierówny od drugiego seta pojedynek rezultatem 6:2, 6:1. "Anke grała na początku bardzo szybko, ale w drugim i trzecim secie moje serwy zrobiły swoje" - powiedziała Hingis. "Nie mogłam się dostatecznie skoncentrować, a moje nogi poruszały się za wolno" - skomentowała przegrany mecz Huber.
Po Hingis i Huber na kort w Perth wyszli Marc Rosset i Martin Sinner. Wysoki Szwajcar (mistrz olimpijski z Barcelony) miał w tym pojedynku wyraźną przewagę i po przełamaniu serwisu Niemca w trzecim i piątym gemie pierwszego seta oraz w dziewiątym drugiego zwyciężył 6:2, 6:4, wykonując po drodze trzynaście asów. W mikście para szwajcarska
odprawiła niemiecką wynikiem 6:1, 6:3.
W dzisiejszym finale na Hingis i Rosseta czekają Iva Mojoli i Goran Ivanisevic, rozstawieni w tegorocznym turnieju z nr 1. Rosset nie ukrywa, że pokonać Ivanisevica, z którym przegrał dotąd 8 z 10 meczów,
będzie mu ciężko. "To nie jest facet, z którym lubię grać" - zauważył. Szwajcaria zdobyła Puchar Hopmana w 1992 roku po zwycięstwie nad Czechami. Chorwacja wystąpi w finale po raz pierwszy. Ivanisevic obiecuje swoim rodakom prezent na Nowy Rok.

8 stycznia 1996
Tenis: Puchar Hopmana dla Chorwacji
Zwycięstwo w połowie

Puchar Hopmana i nieoficjalny tytuł najlepszej w świecie drużyny mieszanej zdobyła Chorwacja (Iva Majoli, Goran Ivanisevic) , zwyciężając w finałowym meczu w Perth Szwajcarię 2:1.
O zdobyciu pucharu i czeku za I miejsce w wysokości 150 tysięcy dolarów decydowała gra podwójna. Przedtem Iva Majoli przegrała w dwóch setach z 15-letnią Martiną Hingis, a na 1:1 wyrównał stan meczu Goran Ivanisevic,
wygrywając - też w dwóch setach - z Markiem Rossetem. W rozstrzygającym sprawę mikście potrzeba było trzech setów, pierwszego wygrała bowiem para szwajcarska, a drugiego - w tiebreaku - chorwacka. Trzeci set miał nieoczekiwane i pechowe dla Rosseta i Hingis zakończenie.
W dziesiątym gemie wielki Rosset i mała Hingis mieli cztery piłki meczowe i ogromną szansę na puchar, gdyż - po przełamanym serwisie Majoli - prowadzili 5:4. Szansy jednak nie wykorzystali, a po przegraniu kolejnej piłki wyprowadzony z równowagi Rosset uderzył pięścią w otaczającą kort planszę reklamową, doznając bolesnej kontuzji. Chorwacki duet wyrównał na 5:5, ale w następnym gemie znów przegrywał - 0-30. W tym momencie Rosset zszedł z kortu i mimo interwencji lekarza już na swoje miejsce nie powrócił. Sędzia -na skutek niezdolności do kontynuowania
gry przez Szwajcara -ogłosił zwycięstwo pary chorwackiej. Rosset musiał udać się do szpitala i nie wiadamo czy jego prawa ręka wydobrzeje do 15. stycznia, kiedy w Melbourn rozpocznie się pierwszy w tym roku wielkoszlemowy turniej - Australian Open. "To nie smakuje jak zwycięstwo. Z powodu kontuzji Marka czuję się zwycięzcą tylko w połowie" -- powiedział po meczu Goran Ivanisevic. "Wiem, że nie powinienem był tak się zachować. Trudno mi wytłumaczyć,
jak bardzo mi z tego powodu przykro, ale zdarza się czasami, że człowiek traci nad sobą panowanie. .. " - oświadczył skruszony swoim nieeleganckim gestem Marc Rosset. Australijczyk Paul McNamee, dyrektor turnieju, stwierdził natomiast: "To tragedia dla Marka i Martiny, szczególnie dla Marka, który wkładał w grę tyle pasji przez cały
tydzień. Nigdy nie widziałem podobnego przypadku, chociaż mam do czynienia z tenisem ponad 20 lat".
Na otarcie łez (dosłownie, bo świetnie grająca Martina Hingis rozpłakała się po dramatycznej końcówce. Trudno się dziwić. Włożyła w ten turniej całe swoje umiejętności i serce) szwajcarska para dostała - za drugie miejsce - 75 tysięcy dolarów.
Finał: Chorwacja -- Szwajcaria 2:1 (I. Majoli -- M. Hingis 3:6, 0:6; G.
Ivanisevic -- M. Rosset 7:6(8-6) , 7:5; Ivanisevic/ Majoli -- Rosset/
Hingis 3:6, 7:6(7-4) , 5:5 - krecz pary szwajcarskiej)

16 stycznia 1996
Australian Open: Andre Agassi o krok od porażki
Czytać filozofów


(...) O tym, jak bardzo zmienił się światowy tenis, najlepiej świadczy następujące porównanie: jeden z najlepszych zawodników w historii tej gry, Australijczyk Rod Laver, gdy wygrał pierwsze Australian Open dostępne dla zawodowców (rok 1969) , dostał nagrodę w wysokości 5 000 dolarów australijskich. Tegoroczny triumfator otrzyma 562 000. Szwajcarska piętnastolatka Martina Hingis zbudowała sobie w ogródku kort o nawierzchni rebound ace, by w domu przygotowywać się do Australian Open i US Open. Hingis jest dwudziestą tenisistką świata. (...)

23 stycznia 1996
Australian Open: Grzybowska wygrała wśród juniorek
Okazja do żartów

(...) Na gwiazdę wyrasta szwajcarska piętnastolatka Martina Hingis. Po raz pierwszy w karierze jest ona w ćwierćfinale wielkoszlemowego turnieju. Zajmuje dziś 20. miejsce w rankingu WTA, ale byłaby już w czołowej
dziesiątce, gdyby nie wiekowe ograniczenia, jeśli chodzi o liczbę startów. Hingis zdeklasowała najlepiej serwującą tenisistkę świata, Holenderkę Brendę Schultz-McCarthy. Kiedy w drugim secie Hingis zaserwowała piłkę z szybkością 160 km/ h, wykrzyknęła do rywalki:"To mój rekord! " W odpowiedzi uśmiechnięta Brenda Schultz stanęła dalej i
wtedy Hingis zaserwowała z dołu, tak jak przed laty Chang w meczu z Lendlem na Roland Garros. Przegrała tę piłkę, ale łatwo wygrała mecz. "Mam 25 lat, walczę o każdy punkt, a to dziecko po prostu się bawi. Martina jest bardzo sympatyczna, zawsze na luzie. Dla niej cały ten tenis jest na razie okazją do żartów" -- mówiła Schultz-McCarthy. (...)

25 stycznia 1996
Australian Open: Agassi wygrał z Courierem, awans Magdaleny Grzybowskiej
Cud się stał


(...) Niespodziankami zakończyły się oba środowe ćwierćfinały singla kobiet. 15-letnia Szwajcarka Martina Hingis, choć nie rozstawiona, była raczej faworytką meczu z o 9 lat starszą Amandą Coetzer z RPA (nr 16) . Jednak tenisistka południowoafrykańska dała jej lekcję precyzji i cierpliwości. (...)

Dopisek od siebie: Martina umyślnie przegrała ten mecz na złość swojej mamie z którą wymieniała dość głośne "uprzejmości" w trakcie meczu :śmiech:

02 lutego 1996
Monica Seles: "Nie lubię już tłumu i hałasu, będę podróżować z minimalną ekipą"
Nie bujać w obłokach

Monica Seles po raz czwarty wygrała turniej Australian Open. Jest obecnie wraz ze Steffi Graf na pierwszym miejscu klasyfikacji WTA. Nazajutrz po odebraniu pucharu i czeku Seles poleciała na turniej do Tokio. Przez najbliższe tygodnie chce grać bez przerwy. Pierwsze miejsce w rankingu jest nagrodą za zasługi i uznaniem, że
przerwa w karierze Seles była skutkiem tragicznego wypadku. To uprzywilejowanie jednak wkrótce się skończy i wtedy liczyć się będą wyłącznie punkty zdobyte na korcie. Gdyby podliczono je już teraz, Seles
miałaby ich 2093, zdobyte w czterech turniejach od powrotu. Dałoby to jej siódme miejsce w klasyfikacji WTA. Można więc przypuszczać, że jeśli uniknie kontuzji i będzie grać na takim poziomie jak w Australii, już
latem stawką jej rywalizacji ze Steffi Graf może być miejsce na tenisowym tronie.
Monica Seles wróciła na korty w sierpniu ubiegłego roku (wygrała turniej w Toronto, była w finale US Open) , ale tak naprawdę wraca dopiero teraz, ten pierwszy powrót był ciągle bowiem przerywany przez kontuzje. "Wracam
na stary szlak trochę odmieniona. Nie lubię już tłumu i hałasu. Będę podróżować z minimalną ekipą. Moim trenerem jest ojciec, sparringpartnerów można sobie dobrać wszędzie. Podczas mojej nieobecności sporo się w kobiecym tenisie zmieniło. Dawny układ sił już nie istnieje. Zawodniczki takie jak Lindsay Davenport, Chanda Rubin
czy Martina Hingis będą coraz groźniejsze. W Sydney oraz Melbourne przekonałam się o tym. Zwycięstwa w pierwszych rundach też są dziś trudniejsze, ale dają też więcej satysfakcji. Nie ma już uczucia, że
po drugiej stronie siatki nikogo nie było. Kiedy trzeba bronić meczboli w meczu z Davenport czy odrabiać starty ze stanu 2:5 z Rubin, nie jest wesoło, ale z drugiej strona, jaka radość, gdy się uda. Kiedyś były
tylko Graf, Sanchez-Vicario, Sabatini i ja, a jeszcze wcześniej Martina Navratilova. Z nimi można było przegrać, reszty się nie bałam. Teraz ten stan się skończył" -- mówi Monica Seles. Na pytanie, kto jest dziś najlepszą tenisistką świata, odpowiada bez wahania: "Steffi Graf, pokonała mnie przecież w finale US Open. Żałuję, że nie było jej w
Australii, ale liczę na nasze spotkania latem". Pojedynki te będą możliwe, jeśli Seles wyleczy się z permanentnych
kontuzji. Podczas US Open bolało ją kolano, później skręciła kostkę,co uniemożliwiło jej udział w turniejach pod koniec ubiegłego roku. W Australii były kontuzje najpierw łydki, potem pachwiny, a na końcu
kostki i barku. Ten ostatni bolał najbardziej, utrudniał szczególnie serwowanie w półfinale i finale. "Te wszystkie kontuzje są trudne do wytrzymania nie tylko fizycznie, lecz także psychicznie. Przyznaję
jednak, że jest w tym sporo mojej winy. Zaczęłam trenować trochę bezrefleksyjnie, może zbyt intensywnie. Kontuzja barku to była czysta głupota. Zachciało mi się dźwigać ciężary podczas turnieju, choć zakazują tego wszyscy trenerzy". Pod jednym względem większość tenisowych fachowców jest zgodna - obojętne, jak mała byłaby ekipa Selesów, musi się w niej znaleźć miejsce dla fachowca od treningu ogólnorozwojowego i dietetyka. Monica przyznaje, że jednego dnia biega cztery godziny, a przez następny tydzień nie biega wcale, podczas gdy tak naprawdę potrzebny jest codzienny półgodzinny bieg. Jeśli natomiast chodzi o wagę, to tu tenisistka wypowiada się stanowczo: "Wiem, że muszę schudnąć, ale mam bardzo nieufny stosunek do wszelkich cudownych diet. Moja znajoma jest
chora na anoreksję i widzę, ile trudu kosztuje ją, by się z tego wydobyć. Nigdy nie staję na wadze, nie wiem więc, ile ważę. Dopóki nie przeszkadza mi to w poruszaniu, waga nie jest problemem. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie jestem już nastolatką i nie mogę jeść słodyczy bez ograniczeń". Monica Seles uważa, iż najważniejsze dla jej tenisowej przyszłości będzie dogadanie się z własną psychiką. "Muszę ponownie nauczyć się koncentracji, nie tylko podczas meczów, lecz także poza kortem. Gdy jest się tenisistą, to trzeba myśleć o piłce, o grze i rywalkach, anie
bujać w obłokach. Mnie się to jeszcze zdarza za często". Jeśli Monica Seles wygra w tym roku Roland Garros i Wimbledon, będzie to jeden z najwspanialszych powrotów w historii sportu. Już przestaliśmy w to wierzyć, gdy zamknęła się na długie w miesiące w swym odciętym od świata domu. Często pada pytanie, czy Seles jest dziś lepszą tenisistką niż przed wypadkiem w Hamburgu. Chyba jednak nie jest, choć znów wygrywa. Ona sama określa swoją formę na 80 proc. dawnych możliwości. Pytano ją także, czy zagra jeszcze kiedyś w Niemczech.
"Może kiedyś tak, ale nie natychmiast. Boję się wracać do kraju, w którym pchnięto mnie nożem na oczach 8 000 ludzi, a agresor nie został skazany nawet na jeden dzień więzienia. W Niemczech mam jednak wielu kibiców, dostaję stamtąd wiele listów i mam nadzieję, że pewnego będę mogła sobie powiedzieć: jesteś wystarczająco silna, by tam
wrócić".

11 maja 1996
Tenis: porażka Graf
Rozbrojona z forhendu

Niemka Steffi Graf, tenisistka nr 1 światowego rankingu, przegrała w ćwierćfinale międzynarodowych mistrzostw Włoch w Rzymie z 16-letnią Szwajcarką, Martiną Hingis. Po wygraniu, w niespełna pół godziny, pierwszego seta 6:2 Graf przegrała dwa następne 2:6, 3:6, popełniając po drodze wiele nie wymuszonych błędów. Hingis konsekwentnie posyłała piłki na bekhend rywalki, przez co nie mogła ona skorzystać ze swego najgroźniejszego uderzenia - forhendu. Ta teoretycznie prosta, choć w samej grze trudna do zrealizowania, taktyka przyniosła notowanej na 20. miejscu rankingu WTA Szwajcarce sensacyjne zwycięstwo. Graf przegrała ostatnio na kortach ziemnych prawie dwa lata temu - w półfinale French Open'94 z Francuzką Mary Pierce. Ostatnią turniejową porażkę poniosła w październiku ubiegłego roku w Brighton (z Holenderką Mariaan de Swardt), a ostatnią w ogóle pod koniec kwietnia w Pucharze Federacji z Japonką Kimiko Date. "Nie mogłam znaleźć sposobu na prawidłowe uderzenie " - usprawiedliwiała się Graf po przegranej z Hingis. Niemka zapowiedziała, że nie weźmie udziału w kolejnym turnieju na kortach ziemnych w przyszłym tygodniu w Berlinie i że pokaże się dopiero na rozpoczynającym się w końcu maja wielkoszlemowym French Open w Paryżu.
"Właśnie pokonałam najlepszą na świecie tenisistkę i nie potrafię wyrazić tego, co czuję. Zagrałam bardzo dobry mecz, nawet po pierwszym secie wiedziałam, że mam tego dnia wielką szansę" - oświadczyła uszczęśliwiona Martina Hingis.

23 maja 1996
Tenis: przed turniejem Roland Garros
Zmęczenie pytaniami


(...) W turnieju kobiet organizatorzy z pewnością pragnęliby, aby w finale spotkały się Steffi Graf i Monica Seles. Forma tej drugiej jest wielką niewiadomą, gdyż od styczniowego turnieju Australian Open zniknęła z kortów. Do ostatniej chwili krążyły też pogłoski - dziś już podobno definitywnie nieaktualne -- że Seles nie przyjedzie także do Paryża. Graf zagrała słabo podczas turnieju w Rzymie, gdzie pokonała ją Szwajcarka Martina Hingis, ale następnie wygrała turniej w Berlinie. Po porażce z Hingis Graf powiedziała: "Muszę zapomnieć o moich życiowych kłopotach, gdy wychodzę na kort. Kiedyś mi się to udawało, teraz idzie coraz trudniej. Są rzeczy, które muszę defintywnie wyrzucić
z pamięci, jeśli chcę wygrywać. Brak koncentracji powoduje brak cierpliwości, co jest zgubne, przede wszystkim na kortach ziemnych". Za najgroźniejsze rywalki Graf uważa Hiszpanki Conchitę Martinez i Arantxę Sanchez -- Vicario (właśnie w takiej kolejności). (...)

2 lipca 1996
Wimbledon'96: wygrane Graf, Sanchez-Vicario i Ivanisevica, porażka Martinez
Deszcz w roli głównej


Steffi Graf awansowała do ćwierćfinału, pokonując Martinę Hingis 6:1, 6:4, Arantxa Sanchez-Vicario wygrała z Sabine Appelmans 3:6, 6:2, 6:1, a Kimiko Date zwyciężyła mistrzynię Wimbledonu sprzed dwóch lat
Conchitę Martinez 5:7, 7:6 (7-3) , 6:3. Goran Ivanisevic wygrał z Patrickiem Rafterem 7:6 (7-4) , 4:6, 7:6 (9-7) , 6:1. W poniedziałek w Londynie znowu padał deszcz. Zaplanowano rozegranie wszystkich spotkań jednej ósmej finału kobiet i mężczyzn. Niestety, plan wykonały tylko kobiety.
Gospodarze mają czyste sumienie, w swych meteorologicznych prognozach lojalnie nas uprzedzali, że w poniedziałek od rana będzie lało. Wtorek wcale nie zapowiada się lepiej i mało komu poprawia humor informacja, że
przez 110 lat turnieju na wimbledońskiej trawie było tylko dziesięć dni bez gry, z deszczem w roli głównej.
(...) Wiosną, podczas Mistrzostw Włoch w Rzymie, Hingis wygrała z Graf i było to jej największe zwycięstwo w karierze. Nie musiała się zresztą specjalnie napracować. Po prostu przebijała piłki na drugę stronę siatki, a o resztę zatroszczyła się jej utytułowana rywalka, popełniając błąd za błędem. Później jednak Steffi Graf wygrała turniej Roland Garros i w poniedziałek raczej nie było wątpliwości, która z nich jest faworytką. Tym bardziej że serwis Martiny Hingis - zwłaszcza drugi - wciąż jest dość daleki od profesjonalnej normy, co na korcie ziemnym jeszcze uchodzi, ale w Wimbledonie jest niewybaczalne. Hingis powoli staje się normalną tenisistką, już nie cudownym dzieckiem i trzeba szczerze powiedzieć, że raczej na tej przemianie traci. Z drugiej strony trzeba ją zrozumieć, zaczęła wygrywać wielkoszlemowe turnieje juniorek w wieku 12 lat i teraz ponosi tego konsekwencje. "Ten mecz był zupełnie inny niż w Rzymie, choć wcale się nie denerwowałam. Nie mam nic do stracenia, grając ze Steffi Graf, więc się nie
denerwuję. Steffi grała wspaniale z forhendu, nic nie mogłam zrobić" - powiedziała Hingis.
Steffi Graf musiała przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, jak przyjęła telewizyjne oświadczenie Martiny Navratilovej, że trochę symuluje swe kontuzje. "Martina ma szczęście, że nie musiała żyć z kontuzjami. Widziałam ją niedawno w szatni. Powiedziała, że źle zinterpretowano jej słowa". Gdy poproszono Niemkę, by w jednym lub dwóch
zdaniach podsumowała swe życie na korcie i poza nim, Graf powiedziała, że cieszyły ją podróże i to, że robiła to co lubi, ale po chwili zastanowienia wycofała się ze stwierdzenia o spełnionym śnie.

9 lipca 1996
Po turnieju wimbledońskim
Wietrzenie salonów


(...) Piętnastoletnia SzwajcarkaMartina Hingis sięgnęła po trofeum w Wimbledonie w grze podwójnej. W parze z Heleną Sukovą nie dała szans amerykańsko - łotewskiemu duetowi. (...)
Wyniki
Debel kobiet: H. Sukova/ M. Hingis (Czechy/ Szwajcaria, 8) -- M. Mc-Grath/
L. Neiland (USA/ Łotwa) 5:7, 7:5, 6:1

2 września 1996
US Open: zwycięstwa faworytów oraz Anny Kurnikowej i Stefana Edberga
Waleczność z krwi matki

Do ćwierćfinałów US Open jako pierwsze awansowały Monica Seles i Conchita Martinez. Sensacją jest obecność w 1/ 8 finału piętnastoletniej Rosjanki Anny Kurnikowej, wschodzącej gwiazdy kobiecego tenisa. (...) Weekend na Flushing Meadow należał też do nastolatek. Szwajcarka Martina Hingis (16 lat) pokonała Japonkę Naoko Kijimutę 6:2, 6:2 -- co nie jest sensacją, gdyż Hingis wygrywała już z lepszymi - a o rok młodsza Anna Kurnikowa w swym wielkoszlemowym seniorskim debiucie awansowała do 1/ 8 finału. Rosjanka zwyciężyła Austriaczkę Barbarę Paulus (nr 14) 3:6,
6:2, 6:4. Kurnikowa ma być kolejną gwiazdą światowego tenisa, następczynią Seles i Graf. Zachowuje się zresztą tak, jakby już nią była. "Staram się zachować spokój, by nie stracić koncentracji" - mówiła po zwycięstwie Rosjanka. Sukcesy jej oraz Hingis ponownie ożywiły polemikę wokół minimalnego wieku tenisistek startujących w zawodowych turniejach. Oczywiście "dyżurnym" przykładem zła, do którego może prowadzić wczesny tenisowy stres, jest Jennifer Capriati, która była jedną z najlepszych zawodniczek świata, mistrzynią olimpijską z Barcelony, a później przeżyła przygodę z narkotykami i kurację odwykową. Teraz - raczej bez powodzenia - chce wrócić do tenisa. W US Open przegrała w pierwszej rundzie. Anna Kurnikowa, Martina Hingis i Amerykanka Venus Williams to kolejne tenisowe "cudowne dzieci". Następną rywalką Kurnikowej w Nowym Jorku - już dziś - będzie Steffi Graf.

3 września 1996
US Open: porażki Sanchez-Vicario i Davenport oraz Magdaleny Grzybowskiej
Chleb z masłem


Drugi tydzień US Open zaczął się sensacyjnie. Lindsay Davenport przegrała ze swą rodaczką Lindą Wild 2:6, 6:3, 0:6, Todd Martin z Brytyjczykiem Timem Henmanem 2:6, 6:7 (4-7) , 4:6, a Arantxa Sanchez-Vicario z Martiną Hingis 1:6, 6:3, 4:6. By sensacji nie było za dużo, do ćwierćfinałów awansowali Steffi Graf, Thomas Muster i Andre
Agassi. Magdalena Grzybowska w pierwszej rundzie turnieju juniorek przegrała z Laurą Bernal z Paragwaju 3:6, 2:6. (...) Piętnastoletnia Rosjanka Anna Kurnikowa grała ze Steffi Graf jakby był to dla niej chleb z masłem. Nie było u niej widać najmniejszego stresu ani zażenowania. Kurnikowa nie kalkulowała, nie drżała jej ręka, tylko po prostu jest jeszcze za mało regularna, by zwyciężać w meczach o taką stawkę i z takimi rywalkami. Talent jednak bez wątpienia ma ogromny. O rok starsza od Rosjanki Martina Hingis pokonała Arantxę Sanchez - Vicario, choć w trzecim secie - serwując przy swoim prowadzeniu 5:3 - nie wykorzystała szansy. Po chwili jednak zakończyła mecz, gdy serwowała rywalka. "Wydaje mi się, że grałam dziś bardzo inteligentnie" - powiedziała Hingis. To prawda, ale przede wszystkim
Sanchez popełniała za dużo błędów w wymianach z głębi kortu.

5 września 1996
US Open: półfinały Monica Seles -- Conchita Martinez i Steffi Graf -Martina Hingis
Zgasło światło

W ćwierćfinałach US Open Steffi Graf wygrała z Judith Wiesner 7:5, 6:3, Monica Seles z Amandą Coetzer 6:0, 6:3, a Martina Hingis z Janą Novotną 7:6 (7-1) , 6:4. (...) Seles i Steffi Graf z Martiną Hingis. Martinez i Seles grały osiem razy i we wszystkich meczach lepsza była Amerykanka. Mało tego, Martinez nie wygrała ani jednego seta. Graf i Hingis spotykały się czterokrotnie. 3:1 prowadzi Niemka. Jedyną porażkę Graf poniosła w tym roku na kortach
ziemnych w Rzymie. Dla szesnastoletniej Hingis US Open to pierwszy w karierze wielkoszlemowy półfinał.

7 września 1996
US Open: zwycięstwa Samprasa, Ivanisevicia i Seles
Pustka w głowie


Jako pierwsza do finału US Open awansowała Monica Seles po zwycięstwie nad Conchitą Martinez 6:4, 6:3. Drugi półfinał pomiędzy Steffi Graf i Martiną Hingis został w pierwszym secie przerwany przez deszcz. (...) W półfinale Graf wygrała z Martiną Hingis 7:5, 6:3 (...)

15 października 1996
Tenisowy tydzień
Zakochana w samochodzie

(...) Szwajcarska szesnastolatka Martina Hingis w ubiegłym tygodniu awansowała do czołowej dziesiątki WTA. Widać spodobało się jej w tym gronie i by z niego nie wypaść, wygrała turniej w Filderstadt. To jej pierwsze w karierze turniejowe zwycięstwo w imprezie WTA. W finale Szwajcarka pokonała Niemkę Anke Huber 6:2, 3:6, 6:3. Nagrodą za ten sukces był m. in. samochód marki Porsche, ale Hingis nim nie odjechała, nie ma bowiem prawa jazdy. "Zakochałam się w tym samochodzie od pierwszego wejrzenia i patrzyłam na niego przez cały tydzień" - mówiła uszczęśliwiona Hingis. Nie pozostaje jej nic innego, jak zdać egzamin na prawo jazdy. W tej sprawie jednak ostatnie słowo będzie miała zapewne matka tenisistki Melanie, która dotychczas bardzo rozsądnie kieruje karierą nastolatki. "To był najwspanialszy tydzień w moim życiu. Wygrałam z Arantxą Sanchez-Vicario i mistrzynią olimpijską Lindsay Davenport" - dodała Martina.
Pokonana w finale Anke Huber też tęsknie spoglądała na porsche'a: "To naprawdę gorzkie rozczarowanie patrzeć na taki samochód i nie móc do niego wsiąść". Takie żale trzeba traktować ze stosownym dystansem: czołowe tenisistki świata mogą sobie kupić każdy samochód i nawet nie zauważą ubytku na koncie. Jednak to miłe, że czasem zachowują się tak, jakby o tym nie wiedziały.

22 października 1996
Tenisowy tydzień
Nauka przegrywania


(...) Martina Hingis jest na najlepszej drodze na tenisowy Olimp. W ciągu dwóch tygodni najpierw wygrała swój pierwszy turniej (Filderstadt) , a później dotarła do finału (Zurych) . Zobaczyliśmy przy okazji, że szesnastoletnia Szwajcarka umie już wygrywać, ale jeszcze nie nauczyła się przegrywać.
W Zurychu w zaciętym półfinałowym meczu z Anke Huber, Martina Hingis sześciokrotnie rzucała rakietą o ziemię, kopała swe narzędzie pracy i waliła nim w siatkę. Doświadczony sędzia Mike Morissey wykazał anielską cierpliwość, ale w końcu musiał dać Szwajcarce ostrzeżenie. Jednak w przegranym finale z Janą Novotną Hingis zachowywała się
podobnie, co uszło jej bezkarnie. Ta pobłażliwość zwraca uwagę, pojawiły się głosy, że wobec możliwości zakończenia karier przez Steffi Graf i Monikę Seles (kontuzje) Hingis będzie potrzebna jako nowa lokomotywa kobiecego tenisa. "Moje napięcie musi gdzieś znaleźć ujście. Rzucam rakietę, bo mnie to uspokaja, i po chwili gram lepiej" - tłumaczy się Hingis, ale szefowa WTA na Europę Georgina Clark zapowiada, że ze Szwajcarką zostanie przeprowadzona rozmowa dyscyplinująca. Hingis przypomniała też, że jej rodak Marc Rosset podczas tegorocznego Pucharu
Hopmana ze złości uderzył podczas meczu w reklamową planszę i złamał sobie rękę. Stąd już tylko krok do stwierdzenia, że nieodpowiedzialne zachowanie to szwajcarska tenisowa specjalność. Być może odezwie się w
tej sprawie weteran helweckiego tenisa Jakob Hlasek. (....)

20 listopada 1996
Tenis: Masters kobiet w Nowym Jorku
Róże i czekoladki


(...) W pierwszym dniu turnieju Masters w Nowym Jorku Iva Majoli wygrała z Anke Huber 7:5, 6:3, Lindsay Davenport pokonała Barbarę Paulus 6:3, 6:3, a Martina Hingis zwyciężyła Irinę Spirleę 6:1, 6:2. Pula nagród w tym turnieju wynosi 2 mln USD, zwyciężczyni otrzyma 500 tys. Oficjalnie pożegnano kończącą karierę Gabrielę Sabatini. (...)
Największe wrażenie zrobiła najmłodsza z finalistek (16 lat) Martina Hingis. Pokonała ona swą rywalkę w niespełna 40 minut. W drugim meczu przeciwniczką Szwajcarki będzie Monica Seles - którą Hingis pokonała niedawno w Oakland - lub Japonka Kimiko Date. Dla Japonki turniej Masters jest ostatnią imprezą w karierze. "To był mój pierwszy w życiu mecz w sławnej hali Madison Square Garden i będę go wspominała dobrze. Chyba nie jestem w stanie grać lepiej, praktycznie nie robiłam błędów. Po moich serwisach piłka leciała z szybkością 170 km/ h. Jeszcze nigdy tak
mocno nie serwowałam" - powiedziała Hingis.

25 listopada 1996
Mistrzostwa WTA: piąty tytuł Steffi Graf
Tenisowa egzekucja


W finale zakończonych w Nowym Jorku tenisowych mistrzostw WTA Niemka Steffi Graf pokonała Szwajcarkę Martinę Hingis 6:3, 4:6, 6:0, 4:6, 6:0. W deblu najlepsze okazały się Amerykanki, Lindsay Davenport i Mary Joe
Fernandez. Tylko raz w roku, właśnie w finale "WTA Championships", tenisistki grają mecz, w którym do zwycięstwa potrzeba trzech wygranych setów. W niedzielę, w nowojorskiej Madison Square Garden, 27-letnia Steffi Graf i
16-letnia Martina Hingis stoczyły pięciosetowy, trwający 2, 5 godziny pojedynek. Trzy sety wygrała i mistrzynią WTA została Steffi Graf. W nagrodę otrzymała premię w wysokości 500 tysięcy dolarów. O zwycięstwie Graf zadecydował czwarty set - przegrała go wprawdzie, jednak właśnie w nim uwidoczniła się fizyczna i psychiczna przewaga
starej mistrzyni nad rewelacyjną małolatą ze Szwajcarii. Hingis prowadziła już w tym secie 5:1 po kolejnym, poprzedzonym długą wymianą piłek, przełamaniu podania Niemki. Wydawało się, że za chwilę Hingis
"weźmie" seta i później - z rozpędu - wygra decydującego. Przy stanie 5:1 jednak zaczęły się jej problemy - przede wszystkim z lewą nogą, którą łapały kurcze, ale także z głową, w którą uparta, nie poddająca się Steffi Graf wtłoczyła sporą porcję zwątpienia. Niemka nie po raz pierwszy pokazała, że w sytuacjach kryzysowych stać ją na
niespodziewany dla przeciwniczki przypływ mobilizacji i energii. Tak stało się i tym razem - Graf wyciągnęła na 4:5. Mimo to Hingis wybroniła seta, na pewno pomogła jej wcześniejsza kilkuminutowa przerwa, podczas której opuściła kort i poddała się intensywnym zabiegom fizykoterapeutki. Graf, zmagająca się z kolei z bólem kolana, cierpliwie
czekała. .. Potem przegrała gema i zaraz obie stanęły do ostatniego.
Obie były wyczerpane, obie miały dość, ale Hingis - bardziej. Z trudem serwowała, z trudem podbiegała do piłek, a jeśli je odbijała, to przeważnie w siatkę. Steffi Graf wykonała na obolałej, kompletnie zniechęconej Martinie Hingis tenisową egzekucję. Bolało to Martinę, ale sama taki koniec meczu wybrała. Mogła przecież skreczować. Nie
chciała.
W półfinale Graf pokonała w trzech setach Czeszkę Janę Novotną, która pod koniec roku "złapała" wielką formę, wygrywając trzy z rzędu turnieje WTA, w tym ostatni poprzedzający Masters - w Filadelfii, gdzie jej finałową przeciwniczką była właśnie Graf. Tam, po przegranym pierwszym secie, Niemka odłożyła rakietę. W sobotę
również przegrała pierwszego seta, ale tym razem z kortu nie zeszła. Wygrała dwa następne i weszła
do finału.
Martina Hingis też potrzebowała na osiągnięcie finału trzech setów w meczu ze swoją przyjaciółką i byłą deblową partnerką, Chorwatką Ivą Majoli. Po zwycięstwie powiedziała: "To wspaniałe uczucie być tutaj w finale. W ciągu ostatnich kilku tygodni grałam naprawdę bardzo dobry tenis i w tym tygodniu chyba jeszcze go poprawiłam. Czuję się
teraz mocniejsza psychicznie i spróbuję w finale przeciw Steffi pokazać wszystko to, co potrafię". Chyba pokazała.

Ćwierćfinały: J. Novotna (Czechy, 5) - A. Sanchez-Vicario (Hiszpania, 3) 6:0, 6:3; M. Hingis (Szwajcaria, 7) - K. Date (Japonia) 6:1, 6:2.
Półfinały: S. Graf (Niemcy, 1) - Novotna 4:6, 6:4, 6:3; Hingis - I. Majoli (Chorwacja) 6:2, 4:6, 6:1. Finał: Graf - Hingis 6:3, 4:6, 6:0, 4:6, 6:0.

26 listopada 1996
Kolejny rok Steffi Graf
Próba charakterów


Turniej Masters zakończony w niedzielę w Nowym Jorku był ostatnią w tym roku imprezą kobiecego tenisa. Ten rok - podobnie jak poprzedni - był rokiem 27-letniej Niemki Steffi Graf. Wygrała ona siedem turniejów, w tym
wszystkie wielkoszlemowe, w których startowała - Roland Garros, Wimbledon i US Open. Graf rozegrała 58 oficjalnych spotkań. Przegrała tylko cztery. Jej zyski z gry w tenisa to ponad 2, 6 mln USD.
Steffi Graf kończy sezon bardzo zmęczona psychicznie i fizycznie. Podczas finałowego meczu Masters z Martiną Hingis okładała lodem obolałe kolano. Tenisistka nie ukrywa, że w przyszłym roku najważniejsze będzie zdrowie. Zdementowała pojawiające się po raz kolejny plotki o tym, że wkrótce zakończy karierę. "Nauczyłam się już grać z bólem" - to zdanie z jej ust słyszymy od dawna i niewiele się zmienia: Graf cierpi i wygrywa. W Nowym Jorku powiedziała też, że jest już psychicznie gotowa na spotkanie z ojcem, którego wypuszczono za kaucją z więzienia. W
sytuacji, gdy wciąż niewiadoma jest przyszłość Moniki Seles (kontuzja barku i niezdecydowanie co do operacji) , wydaje się, że w przyszłym roku tenisistą nr 2 na świecie może być Szwajcarka Martina Hingis. Ma ona dopiero 16 lat. Rozpoczęła obecny sezon na szesnastym miejscu klasyfikacji WTA, a kończy na czwartym. Nie ukrywa, że w przyszłym sezonie jej celem jest zwycięstwo w turnieju wielkoszlemowym. Kobiecy tenis bez wątpienia zyskałby na atrakcyjności, gdyby Steffi Graf miała godną siebie rywalkę. Obecną sytuację najlepiej oddaje opinia
Niemki Anke Huber. Powiedziała ona: "Steffi jest jak ściana. Odbijamy się od niej wszystkie. Nikomu nie udaje się przeskoczyć". Hingis ma największe szanse, bo jak na razie jeszcze zbyt często nie odbiła się od tej ściany. Wprost przeciwnie, wiosną w Rzymie udało się jej nawet wygrać z Graf i - jak sama twierdzi - to był początek
nowego tenisowego życia. W przyszłym roku jedną z największych atrakcji kobiecego tenisa będzie
obserwowanie szwajcarskiej nastolatki. Wzory są różne - z jednej strony Monica Seles i Steffi Graf, które też zaczęły wygrywać jako nastolatki, a z drugiej Tracy Austin czy Andrea Jaeger, zamęczone przez kontuzje i Jannifer Capriati, która nie poradziła sobie ze sławą, pieniędzmi i ubezwłasnowolnieniem przez rodziców. Hingis ma podobno
rozsądną matkę - trenerkę. Nadchodzi czas próby charakterów dla obu kobiet.

Tyle na początek.
Jak się uda to dodam w tym tygodniu jeszcze rok 1997.
Muszę znaleźć trochę czasu na pisanie :)
Proszę zatem o cierpliwość :)
Laury wielkoszlemowe Martiny Hingis
Australian Open: singiel 1997, 1998, 1999; debel 1997, 1998, 1999, 2002, 2016; mikst 2006, 2015
French Open: singiel finał 1997, 1999; debel 1998, 2000, mikst 2016
Wimbledon: singiel 1997, debel 1996, 1998, 2015; mikst 2015, 2017
US Open: singiel 1997; debel 1998, 2015, 2017 mikst 2015, 2017

Skocz do góry
 Zobacz profil Offline 
 Tytuł: Re: Martina Hingis - archiwalne artykuły z lat 1994 - 2007
PostNapisane: wtorek, 26 lis 2013, 21:20 
Avatar użytkownika
Wielki Szlem
Data rejestracji na forum:
środa, 6 sty 2010, 13:08
Posty: 17475
Wiek: 27
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona zawodniczka: Maria Sharapova
^Ty naprawdę musisz ją wielbić :^^:
Maria Sharapova • Sorana Cirstea
Laura Robson • Dominika Cibulkova

Skocz do góry
 Zobacz profil Offline 
 Tytuł: Re: Martina Hingis - archiwalne artykuły z lat 1994 - 2007
PostNapisane: środa, 27 lis 2013, 12:03 
Junior
Data rejestracji na forum:
czwartek, 17 paź 2013, 11:28
Posty: 182
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona zawodniczka: Martina Hingis
Miałem 15 lat, kiedy pierwszy raz zobaczyłem Martinę w telewizji. I zakochałem się od pierwszego wejrzenia :zakochany:
Jak wygrała AO 1997, to już w ogóle moje uwielbienie doszło do zenitu :śmiech:
Bardzo pożądałem wówczas jakiegoś megaplakatu mojej idolki do którego mógłbym wzdychać pokątnie :śmiech:
Zbieranie tekstów na jej temat rozpocząłem od zwykłych dzienników, które moi rodzice kupowali regularnie. Potem doszły do tego kolorowe gazety sportowe typu Mega Sport czy Bravo Sport i inne. Z czasem grzebanina zamieniła się w prawdziwą pasję. Przepuszczałem większość kasy na gazety, co w wieku nastoletnim może budzić zdziwienie :śmiech:
To, że jestem fanem Martiny od lat nie oznacza, że jestem zupełnie bezkrytyczny. Tak nie jest. Dostrzegam też pewne wady. Martina ma charakterek i potrafi go zademonstrować, kiedy zachodzi taka potrzeba :cwaniak:
Laury wielkoszlemowe Martiny Hingis
Australian Open: singiel 1997, 1998, 1999; debel 1997, 1998, 1999, 2002, 2016; mikst 2006, 2015
French Open: singiel finał 1997, 1999; debel 1998, 2000, mikst 2016
Wimbledon: singiel 1997, debel 1996, 1998, 2015; mikst 2015, 2017
US Open: singiel 1997; debel 1998, 2015, 2017 mikst 2015, 2017

Skocz do góry
 Zobacz profil Offline 
 Tytuł: Re: Martina Hingis - archiwalne artykuły z lat 1994 - 2007
PostNapisane: czwartek, 28 lis 2013, 12:00 
Junior
Data rejestracji na forum:
czwartek, 17 paź 2013, 11:28
Posty: 182
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona zawodniczka: Martina Hingis
Fragmenty artykułów z Rzeczpospolitej z roku 1997. Część I

Czy nadchodzi era Martiny Hingis?
Tenisowy świat przeciera oczy ze zdumienia. Niemożliwe stało się faktem. Najmłodsza tenisistka świata sięgnęła po swoje pierwsze trofea wielkoszlemowe w singlu i deblu. Mała Martina, jak pieszczotliwie ją nazywają na całym świecie, uroczyście zasiadła na fotelu liderki rankingu WTA. Oczy całego świata są dziś zwrócone na promieniejącą radością Szwajcarkę. Nie ulega wątpliwości, że jesteśmy świadkami historycznego wydarzenia, które przejdzie annałów tenisa. Zewsząd padają słowa zachwytu i wręcz uwielbienia. Geniusz, fenomen, wielki talent, słowa te powtarzają nieustannie wszyscy komentatorzy i dziennikarze. My też możemy powtórzyć za nimi: czapki z głów panowie! Oto nadchodzi królowa!

4 stycznia 1997
Puchar Hopmana: w finale USA z RPA
Na plecach Rosseta


Przeciwnikiem reprezentacji USA (Justin Gimelstob, Chanda Rubin) w finale rozgrywanego w australijskim Perth Pucharu Hopmana będzie drużyna Republiki Południowej Afryki (Wayne Ferreira, Amanda Coetzer) , która - po zwycięstwie 2:1 nad Rumunią - zajęła pierwsze miejsce w grupie B. Szanse Rumunii na udział w finale podtrzymała w pierwszej grze meczu z RPA notowana na 11. miejscu w rankingu WTA Irina Spirlea, która wygrała w trzech setach z Amandą Coetzer. O zachowanie tych szans walczył dzielnie Adrian Voinea, ale nie dał on rady klasyfikowanemu na 10. pozycji listy ATP Wayne'owi Ferreirze. Tenisista z RPA stoczył z Voineą emocjonujący dwusetowy pojedynek, wygrywając oba sety w tie-breaku. Kropkę nad "i" postawili Ferreira i Coetzer w mikście. RPA wygrała w swojej grupie wszystkie trzy mecze i po raz pierwszy – w piątym starcie - dostała się do finału Pucharu Hopmana, traktowanego jako nieoficjalne mistrzostwa świata drużyn mieszanych.
Finałowy występ Ferreiry i Coetzer jest w dużej części zasługą. Szwajcara Marca Rosseta, który w środowym meczu prowadził z Ferreirą 6:0, 2:1 i skreczował z powodu kontuzji pleców. Rosset nie wyszedł później do miksta i w ten sposób RPA wygrała mecz, w którym nie wygrała nawet seta (w pierwszej grze Martina Hingis łatwo pokonała Coetzer) .

Grupa B: Republika Południowej Afryki - Rumunia 2:1 (A. Coetzer – I. Spirlea 7:5, 4:6, 1:6; W. Ferreira - A. Voinea 7:6 (11-9) , 7:6 (7-4) ; Ferreira/ Coetzer - Voinea/ Spirlea 4:6, 6:1, 6:4) * Szwajcaria – Niemcy 3:0 (M. Hingis - P. Begerow 6:1, 6:1; M. Rosset - B. Karbacher 7:6 (7-3) ,
7:6 (7-5) ; Rosset/ Hingis - Karbacher/ Begerow 7:5, 6:1) .

Tabela końcowa:
1.RPA 3 zw. - 0 por. ,
2.2. Szwajcaria 2 - 1,
3.3. Rumunia 1 - 2,
4.Niemcy 0 - 3.

Awans do finału: RPA.

10 stycznia 1997
Tenis: rozstawienie Australian Open
Dużo snu i treningu


Pete Sampras i Steffi Graf zostali rozstawieni z nr. 1 w pierwszym tegorocznym turnieju wielkoszlemowym - Australian Open. Tytułu zdobytego przed rokiem z powodu kontuzji nie broni Monica Seles, natomiast ubiegłoroczny triumfator wśród mężczyzn Boris Becker został rozstawiony z nr. 6. Organizatorzy Australian Open prawie w pełni oparli swe rozstawienie na klasyfikacji ATP i WTA. Jedynym wyjątkiem jest usytuowanie Szweda Thomasa Enqvista (nr 7) przed Wayne'mFerreirą z RPA (nr 8) , podczas gdy w rankingu ATP ich miejsca są odwrotne. Lista "wielkich nieobecnych" w turnieju męskim jest o wiele dłuższa niż w kobiecym. Nie zagrają m. in. Andre Agassi, Richard Krajicek, Todd Martin, Cedric Pioline i Jason Stoltenberg. Wśród kobiet, oprócz Seles, ze światowej czołówki zabraknąć ma tylko Jany Novotnej. Z reprezentantów Polski prawo gry w turnieju głównym bez eliminacji ma tylko Aleksandra Olsza. Magdalena Grzybowska wystąpi w eliminacjach, o planach Katarzyny Nowak nic nie wiadomo. Steffi Graf nie grała w Melbourne przez ostatnie dwa lata, ale w ubiegłym roku zwyciężyła we wszystkich pozostałych turniejach wielkoszlemowych. Niemka trenuje w Australii od kilku dni i powiedziała, że chce po raz piąty zacząć rok od zwycięstwa w Melbourne. "Nie przyjeżdżałam tu wyłącznie z powodu kontuzji, nie ma mowy o żadnej niechęci. Nie będę grała więcej niż w ubiegłych latach. Ostatnio gram raczej mało, ale za to z dobrymi wynikami. Obrona pierwszego miejsca w rankingu WTA nie jest moim podstawowym celem" - powiedziała Graf.
Zapytano ją także o rewelacyjną Szwajcarkę Martinę Hingis, która pod koniec ubiegłego roku grała świetnie. "Wydaje mi się, że ma ona za sobą decydujący krok. Nie boi się już wielkich turniejów, nie boi się grać z najlepszymi. Ten stan ducha, ta pewność jest najważniejsza, zwycięstwa są tego konsekwencją. Można być znakomicie wytrenowanym, a jeśli brak wiary we własne siły, nic na korcie się nie udaje. " Podczas ostatniego finału Masters Graf wygrała z Hingis w pięciu setach.
Niemiecka tenisistka od tego meczu nie wystąpiła w żadnym oficjalnym turnieju. W grudniu większość czasu poświęciła swoim sponsorom, a także nowo powstałej własnej firmie "Steffi Graf Sport Gmb H", która m. in. uzyskała prawo do organizacji meczu pierwszej rundy Pucharu Federacji Niemcy - Czechy. Do Australii Graf przyleciała na początku stycznia, trochę chora. "W słońcu wszystko mi przeszło, dużo trenuję i dużo śpię" - mówi 27- letnia niemiecka tenisistka.

13 stycznia 1997
Dziś zaczyna się Australian Open: Magdalena Grzybowska w turnieju głównym
Na końcu świata


Do długiej listy kontuzjowanych, w przeddzień rozpoczęcia Australian Open, dołączył najlepszy tenisista gospodarzy Marc Philippoussis, który nie zagra w Melbourne. Magdalena Grzybowska awansowała do turnieju głównego po eliminacjach. (…) Ostatni "rozgrzewkowy" turniej kobiet - także w Sydney – wygrała Szwajcarka Martina Hingis, pokonując w finale Amerykankę Jennifer Capriati. Zaskoczeniem jest wysoka forma Capriati, która po dwóch kuracjach antyalkoholowych, wyleczeniu się z uzależnienia od narkotyków, rozwodzie rodziców, rozstaniu z ojcem i trenerem Stefano Capriatim w wieku 20 lat próbuje kolejnego powrotu. Do Sydney przyjechała jako nie
rozstawiona i awansowała do finału. "Nie rezygnuję z myśli o tym, że będę znowu czołową tenisistką świata. Pracuję jak dawniej, znowu polubiłam podróże, a tak naprawdę kłopotliwe są tylko spotkania z dziennikarzami" - mówi Jennifer, nie rozstająca się ostatnio z matką Denise. "Jennifer ma talent pozwalający na coś więcej niż miejsce w czołowej światowej dziesiątce, ale, by do niej wrócić, trzeba grać dobrze przez cały rok" - powiedziała Steffi Graf. (…) Turniej w Melbourne jest pod wieloma względami bardzo trudny. Odbywa się na końcu świata, w australijskim upale, do którego trudno się w styczniu przyzwyczaić. Dlatego też był drugoplanowy, w porównaniu z pozostałymi turniejami wielkoszlemowymi (Roland Garros, Wimbledonem i US Open) . Mistrzostwa Australii stały się naprawdę wielką imprezą dopiero po wybudowaniu kompleksu Flinders Park (kort centralny na 15 000 miejsc, z przesuwanym dachem) . Frekwencja w porównaniu z ostatnią imprezą na trawiastych kortach Kooyong wzrosła o 80 procent i z roku na rok rośnie. W 1982 roku zwycięzca otrzymywał 54 000 USD, w tym roku dostanie 450 000. Telewizyjne transmisje oglądają widzowie ze 160 krajów, a dla Australijczyków to jedna z największych sportowych atrakcji roku. W Melbourne opowiadają następujący dowcip: Podczas finału jedno miejsce na trybunie nie jest zajęte. Siedzący obok pustego krzesła kibic pyta sąsiada: "Jak mógł pan pozostawić to miejsce wolne? Ten odpowiada: "To było miejsce mojej żony, która zmarła". "Nie mógł pan odstąpić go komuś ze znajomych? - dopytuje się kibic. "Nie mogłem, wszyscy są na pogrzebie".
W tym roku po raz pierwszy losowanie Australian Open przeprowadził komputer. Zdaniem australijskiej prasy i kibiców finały marzeń to mecze Sampras - Becker i Graf - Hingis. (...)


15 stycznia 1997
Australian Open: Grzybowska wygrywa, Olsza przegrywa
To się nigdy nie stanie


W pierwszej rundzie Australian Open Magdalena Grzybowska wygrała z Francuzką Sarah Pitkowski (84 WTA) 4:6, 6:3, 6:1. Następną przeciwniczką Grzybowskiej będzie Amerykanka Meilen Tu (157 WTA) . Odpadła natomiast druga Polka, Aleksandra Olsza, przegrywając z Włoszką Silvią Fariną (35 WTA) 3:6, 2:6.
Nie gra już w Australii Jennifer Capriati, która przyjechała do Melbourne po czteroletniej przerwie. Niedawno, kiedy awansowała do finału turnieju w Sydney, powiedziała: "Jestem nową kobietą, która zaczyna nowe życie". We wtorek Capriati opuściła kort zapłakana. Pokonała ją Amerykanka Jolene Watanabe 6:2, 3:6, 6:4. "Nie wiem, dlaczego grałam tak słabo. To bardziej psychologiczna niż sportowa porażka" – powiedziała Capriati. (…) Wydarzeniem dnia było opublikowanie warunków kontraktu, jaki na pięć lat połączył szesnastoletnią Szwajcarkę Martinę Hingis z włoską
firmą odzieżową "Sergio Tacchini". Tenisistka ma zagwarantowane 1, 5 mln USD rocznie, a jej zarobki wzrosną w sumie do 12 mln USD, jeśli w ciągu tych pięciu lat zostanie liderką światowego rankingu. "Wiem, że zarobię bardzo dużo pieniędzy, ale w niczym nie zmienia to mojego podejścia do gry. Kontraktami zajmuje się matka, a ja tenisem. Chcę wygrać z każdą rywalką" - mówi Hingis. Napięcie jednak zaczyna być widoczne. W pierwszej rundzie Szwajcarka pokonała Niemkę Barbarę Rittner, choć w drugim secie rywalka prowadziła już 4:1. Hingis za rzucanie rakietą, co nie jest w jej wykonaniu nowością, dostała od sędziego ostrzeżenie. Leo Bossi, szef marketingu firmy Tacchini, powiedział: "Zrobiliśmy dobry interes. Kiedy myślimy o tenisie XXI wieku, pada przede wszystkim nazwisko Hingis. Nikt nie mówi w tym kontekście o Samprasie czy Agassim. Jeśli Martina zdetronizuje Steffi Graf, będzie to najlepsza reklamowa inwestycja naszej firmy". Na pytanie, czy Hingis nie skończy tak jak inna nastolatka - milionerka Jennifer Capriati, leczona już z uzależnienia od alkoholu i narkotyków – Bossi odpowiedział: "To jest niemożliwe, to się nigdy nie stanie". (...)

17 stycznia 1997
Australian Open: Grzybowska w trzeciej rundzie
Przebudzenie w słońcu


Magdalena Grzybowska awansowała do trzeciej rundy Australian Open wygrywając z Amerykanką Meilen Tu 6:4, 6:7 (3-7) , 6:1. W kolejnym meczu rywalką Polki będzie Szwajcarka Patty Schnyder (64 WTA) , która w Melbourne pokonała najpierw Chorwatkę Ivę Majoli, a następnie Japonkę Manę Endo. W czwartek nie odpadł nikt z rozstawionych. Wygrali swe mecze m. in. Arantxa Sanchez-Vicario, Martina Hingis (pokonała Amerykankę Lisę Raymond 6:2, 6:2), Pete Sampras i Goran Ivanisević. (…)

20 stycznia 1997
Australian Open: Magdalena Grzybowska odpadła; porażki Graf, Sanchez-Vicario, Martinez i Davenport
Hiszpanie nadchodzą


Magdalena Grzybowska w trzeciej rundzie Australian Open przegrała ze Szwajcarką Patty Schnyder 6:7 (4 :7) , 1:6. W turnieju kobiet nastąpił pogrom faworytek. Sensacją nr 1 jest porażka Steffi Graf, która przegrała z Amandą Coetzer z RPA 2:6, 5:7. Wśród mężczyzn natomiast gwiazdorzy w sobotę i niedzielę wygrywali. W wielkoszlemowym turnieju Steffi Graf nie przegrała od finału US Open w roku 1994. Porażka z Amandą Coetzer oznacza, że nie zwycięży w Melbourne po raz piąty. Tenisistka z RPA była w ubiegłym roku w półfinale Mistrzostw Australii, ale z poprzednich dziesięciu spotkań z Graf wygrała tylko jedno. "W pierwszym secie Steffi zrobiła mi prezent z czterech pierwszych gemów. Podczas całego meczu było naprawdę bardzo gorąco. Ja ostatnio dużo trenowałam w upale i to mi pomogło, ale pomimo to podczas przerw między gemami przykładałam sobie lód na kark i twarz. Steffi popełniała o wiele więcej błędów niż zwykle przy uderzeniach z forhendu. Byłam gotowa grać trzeciego seta, ale cieszę się, że
największe zwycięstwo w mojej karierze odniosłam jednak w dwóch setach" - powiedziała Coetzer. Niewiele brakowało, by do trzeciego seta jednak doszło. Graf w drugim prowadziła 4:0, 5:2, a następnie przy stanie 5:4 miała dwa setbole. W obu wypadkach z forhendu posłała piłkę w siatkę.
Niemka była tak zmęczona upałem, że nie przyszła na tradycyjną pomeczową konferencję prasową. W komunikacie rozdanym dziennikarzom na piśmie stwierdziła: "Robiłam, co mogłam, ale brakowało mi sił z powodu upału. Moja rywalka zniosła to znakomicie i zasłużyła na zwycięstwo". Podczas meczu temperatura przekraczała 40 stopni w cieniu. Lekarz turnieju stwierdził, że organizm Graf bardzo się odwodnił.
Dwie sławy hiszpańskiego tenisa, Arantxa Sanchez-Vicario i Conchita Martinez, zostały pokonane przez o wiele niżej notowane tenisistki z Belgii. O ile porażka Martinez w 1/ 8 finału z rozstawioną z nr. 16. Sabine Appelmans jest czymś nie wykraczającym poza granice prawdopodobieństwa, o tyle przegrana Sanchez-Vicario w trzeciej rundzie z Dominique Van Roost (kiedyś Monami, 43 WTA) to prawdziwa sensacja. Van Roost jeszcze nigdy w karierze nie pokonała zawodniczki z czołowej dziesiątki WTA. W drugim secie Belgijka przegrywała już 2:5, ale następnie wygrała cztery gemy z rzędu i...przegrała swego gema serwisowego. Po chwili odrobiła tę stratę, wygrała mecz, a publiczność w podziękowaniu za nadzwyczajne emocje nagrodziła ją owacją na stojąco. Sanchez-Vicario od pięciu lat nie odpadła tak szybko w żadnym turnieju wielkoszlemowym.
Przy takim pogromie faworytek coraz bardziej prawdopodobne jest, że w Melbourne swój pierwszy wielkoszlemowy turniej może wygrać Szwajcarka Martina Hingis. Pod względem tenisowym jest ona do tego gotowa, trzeba mieć nadzieję, że szesnastolatka dobrze zniesie również jeszcze
większą sławę i ogromne pieniądze. Na uwagę zasługuje też powrót na pierwszy plan Francuzki Mary Pierce - dwa lata temu wygrała Australian Open, a teraz w 1/ 8 finału pokonała ubiegłoroczną finalistkę, Niemkę Anke Huber. (...)

21 stycznia 1997
Australian Open: wygrane Samprasa, Ivanisevicia, Mustera i Hingis
Klęczenie na patelni


Pete Sampras walczył pięć setów ze słowackim nastolatkiem Dominikiem Hrbatym, zanim wygrał 6:7 (4-7) , 6:3, 6:4, 3:6, 6:4. W piątym secie Hrbaty prowadził 4:2. Faworytka turnieju kobiet, Martina Hingis, pokonała Rumunkę Ruxandrę Dragomir 7:6 (8-6) , 6:1. W ostatnim meczu dnia Thomas Muster zwyciężył Jima Couriera 6:2, 3:6, 7:6 (7-4) , 6:3. (...)
Turniej w dalszym ciągu odbywa się w niebywałym upale. Większość zawodników warunki gry ocenia jako "nieludzkie". (…) Na ten temat powinni wypowiedzieć się lekarze. Niektórzy z nich już zabrali głos, określając warunki gry w Melbourne jako "zagrażające życiu zawodników". Temperatura na korcie przekraczała w poniedziałek 70 stopni Celsjusza, w cieniu było 40 stopni.
Na upał nie narzekała jedynie Martina Hingis. Ma ona inne zmartwienia. Jest najwyżej rozstawioną zawodniczką, która pozostała jeszcze w turnieju, po raz pierwszy w karierze wszyscy uważają ją za faworytkę wielkoszlemowej imprezy. "Staram się o tym nie myśleć. Gdy nie trenuję i nie gram, siedzę w swym hotelowym pokoju i oglądam mecze w telewizji. W dzień jest zbyt gorąco, by wychodzić. Moje rywalki nie są w najlepszej kondycji fizycznej, jeśli nie liczyć Mary Pierce, która poprawia się z meczu na mecz" -powiedziała Hingis. W ćwierćfinale młoda Szwajacarka zmierzy się z Iriną Spirleą. (...)

23 stycznia 1997
Australian Open
Drugie zwycięstwo Grzybowskiej, odpadł Chang
Maratończyk Rafter


Magdalena Grzybowska po zwycięstwie nad Hinduską Nirupamą Vaidyanathan 6:2, 6:1 awansowała do trzeciej rundy Australian Open. Szwajcarka Martina Hingis pokonała Niemkę Barbarę Rittner, wygrali też swe mecze Patrick Rafter i Andre Agassi. (…) Sama sobie dziwiła się Martina Hingis. "Jeszcze nigdy przy prowadzeniu 5:0 nie pozwoliłam rywalce wyrównać na 5:5" - powiedziała Szwajcarka. Udało się to Niemce Barbarze Rittner (73 WTA) , zanim przegrała 5:7,
1:6.

23 stycznia 1997
Australian Open: półfinały Sampras - Muster i Chang - Moya
Martina Hingis spadła z konia


W środowych ćwierćfinałach Australian Open Pete Sampras wygrał z Hiszpanem Albertem Costą 6:3, 6:7 (5-7) , 6:1, 3:6, 6:2, a Thomas Muster pokonał Gorana Ivanisevicia 6:4, 6:2, 6:3. Wśród kobiet Martina Hingis zwyciężyła Rumunkę Irinę Spirlea 7:5, 6:2, a Mary Joe Fernandez wygrała z kontuzjowaną Belgijką Dominique van Roost 7:5, 4:0. W środę, po wielodniowych upałach, w Melbourne padał deszcz i dach nad kortem centralnym pozostawał zamknięty. (…) Półfinały kobiece były pozbawione napięcia. Martina Hingis gra tak pewnie, jakby to, co piszą gazety (że wygra Australian Open) , w ogóle nie robiło na niej wrażenia. W drugim secie meczu z Iriną Spirleą (wygranym 7;5, 6:2) Szwajcarka popełniła tylko jeden niewymuszony błąd. Dzień wcześniej pozwoliła sobie nawet na jazdę konną, podczas której upadła. ("Koń nie chciał skoczyć przez przeszkodę, więc skoczyłam sama" – mówiła Hingis o tym upadku) . Jest ona chyba jedyną zawodową tenisistką, która pozwala sobie na takie facecje podczas wielkoszlemowego turnieju. Z drugiej strony może właśnie dlatego wygrywa. Jej ćwierćfinałowa rywalka Irina Spirlea powiedziała: "Martina ma po prostu fenomenalny talent, widać to było od początku. Wydaje się, że prawie wcale nie biega. Po prostu jest tam, gdzie trzeba".
Amerykanka Mary Jo Fernandez zachowała się jak koleżanka, a nie rywalka, gdy w połowie drugiego seta rewelacyjna Belgijka o twarzy dziecka, Dominique van Roost, zalała się łzami po naderwaniu mięśni brzucha. Mary Jo pochyliła się nad łkającą Belgijką i przemawiała do niej
czule, a schodząc z kortu niosła jej torbę. Naderwanie mięśni nastąpiło przy smeczu, ale van Roost mówiła, że ból narastał już wcześniej.
Dwie Belgijki, Sabine Appelmans i właśnie Dominique van Roost, były rewelacją turnieju. Obie wyglądają dość niepozornie i trzeba przyznać, bardzo kobieco. Podczas jednej z konferencji prasowych zapytano nawet van Roost, czy jej zdaniem można być atrakcyjną kobietą i dobrze grać w tenisa. Zawodniczka odpowiedziała, że być może nie wszystkie jej koleżanki po fachu mogą wyglądać sexy, ale każda powinna się starać. Obie Belgijki zgodziły się, że dla nich najważniejsze jest, iż dzięki tenisowi część Australijczyków przestała uważać Belgię za część Francji i być może nawet spojrzała na mapę.
W środę organizatorzy rozdali specjalny komunikat, w którym informują, że Steffi Graf pomimo porażki z Amandą Coetzer nie wyjechała z Melbourne, zachowała swoj pokój hotelowy, jest trochę chora, bierze antybiotyki i najprawdopodobniej zagra w przyszłym tygodniu w turnieju w Tokio. Graf zwierzyła się też, że w ciągu trzech dni przeczytała trzy książki. Tytułów nie podano. Tylko złośliwi twierdzą, że Steffi została w Melbourne, by nie być w ojczyźnie, gdy sąd będzie ogłaszał wyrok w sprawie przestępstw podatkowych jej ojca.

24 stycznia 1997
Australian Open: finał Martina Hingis - Mary Pierce, Carlos Moya wygrał z Michaelem Changiem
Orkiestra żeńska


W półfinałach Australian Open Szwajcarka Martina Hingis pokonała Amerykankę Mary Jo Fernandez 6:1, 6:3, a Francuzka Mary Pierce wygrała z Amandą Coetzer z RPA 7:5, 6:1. W półfinale gry pojedynczej mężczyzn idol australijskich nastolatek, Hiszpan Carlos Moya, zwyciężył Michaela Changa 7:5, 6:2, 6:4. Finałowym rywalem Moyi będzie zwycięzca pojedynku Pete Sampras - Thomas Muster. (...)
W kobiecym finale także będzie jedna nie rozstawiona zawodniczka - Francuzka Mary Pierce. Pokonała ona Amandę Coetzer po zaciętej walce tylko w pierwszym secie. Pierce zaczęła fantastycznie, prowadziła już 5:1, ale waleczna Coetzer (żeńska odmiana Changa) wyrównała na 5:5. W tym momencie mecz się jednak skończył, dalej grała już tylko Mary Pierce. "Zaczęłam fantastycznie, a później nagle osłabłam. Piłki Amandy, wcześniej trochę za krótkie, były coraz silniejsze. Musiała zauważyć, że czuję się mniej pewnie. Podczas jednej z przerw wypiłam
wzmacniający witaminizowany napój i obudziłam się. Gdyby pod koniec ubiegłego roku ktoś powiedział mi, że będę w finale Australian Open, nigdy bym mu nie uwierzyła. Oby trudny okres wmoim życiu już się skończył" - powiedziała Pierce. W roku 1995 wygrała ona Australian Open, ale potem było już tylko gorzej. Po ubiegłorocznym turnieju Roland Garros Pierce zrobiła sobie długą przerwę w występach. Mieszkała w Paryżu, dużo trenowała w sali gimnastycznej i przez trzy miesiące nie brała do ręki rakiety tenisowej. Wróciła do swego dawnego trenera,
Svena Groenvelda, i wraz z nim na tenisowy szlak. Rezultaty widać w Australii.

Finałową przeciwniczką Pierce będzie Martina Hingis, która nie miała kłopotów z pokonaniem Mary Jo Fernandez 6:1, 6:3. Awans do finału spowodował, że Hingis w przyszłym tygodniu będzie drugą tenisistką świata, bez względu na to, czy wygra z Pierce (na czele klasyfikacji WTA pozostanie Steffi Graf) . Urodzona w Czechosłowacji Szwajcarka sprawia imponujące wrażenie przede wszystkim swoim spokojem. W meczu z Fernandez zdenerwowała się tylko raz, gdy sędziowie liniowi chyba naprawdę ją skrzywdzili. "Grałam z Mary Pierce trzy razy i trzy razy przegrałam, ale to się już nie powtórzy" - powiedziała Hingis o finale. Obu finalistkom należy się uznanie za to, czego dokonały w Australii, ale z drugiej strony warto też pamiętać, że miały trochę szczęścia. Z drogi Martiny Hingis rywalki usunęły takie przeszkody jak Arantxa Sanchez-Vicario (nr 2) i Chanda Rubin, a Mary Pierce uniknęła Steffi Graf (nr 1) i Conchity Martinez (nr 3) . Takie niespodziewane szczęście trzeba jednak umieć przeciągnąć na swoją stronę, co udało się zarówno Hingis, jak i Pierce. Martina Hingis jest także w finale debla wraz ze swą nową partnerką,
Białorusinką Nataszą Zwieriewą (z poprzednią, Czeszką Heleną Sukovą, wygrały w ubiegłym roku deblowy Wimbledon) . W półfinale Hingis i Zwieriewa pokonały Gigi Fernandez i Arantxę Sanchez-Vicario. Widać z tego, że najlepszy kobiecy debel ostatnich lat, Gigi Fernandez - Natasza Zwieriewa, już nie istnieje.
Jak się okazuje, wszystkie półfinalistki turnieju kobiecego mają jakieś ukryte talenty. Martina Hingis uczy się żonglerki, Mary Pierce uwielbia gotować, a jej specjalnością jest makaron. Amanda Coetzer gra na trąbce, Mary Jo Fernandez na organach ("ale jeszcze nie czas na publiczne występy") . To już prawie początek orkiestry. Hingis obiecała, że jeśli wygra w finale, to kupi konia, który w środę zrzucił ją z grzbietu. Koń ten nazywa się Magic Girl.

25 stycznia 1997
Australian Open: Sampras wygrał z Musterem; zwycięstwo debla Hingis - Zwieriewa
Komputer komplikuje tenis

W półfinale Australian Open Amerykanin Pete Sampras wygrał z Austriakiem Thomasem Musterem 6:1, 7:6 (7-3) , 6:3. Finałowym rywalem Samprasa będzie w niedzielę Hiszpan Carlos Moya -- rewelacja turnieju. W finale debla kobiet Martina Hingis (Szwajcaria) i Natasza Zwieriewa (Białoruś) wygrały z Amerykankami Lindsay Davenport i Lisą Raymond 6:2, 6:2. Szesnastoletnia Hingis ma w Melbourne szansę na drugi mistrzowski tytuł, gdyż w sobotę w finale singla gra z Francuzką Mary Pierce. (…) Turniej deblowy kobiet wygrała nowa para Martina Hingis – Natasza
Zwieriewa. Obie odnosiły już sukcesy w grze podwójnej, Zwieriewa w parze z Amerykanką Gigi Fernandez długo były najlepszym deblem na świecie (12 wielkoszlemowych zwycięstw w latach 1992 - 96) . Hingis wraz z Czeszką Heleną Sukovą wygrały w ubiegłym roku Wimbledon. "Debel to więcej niż trening, wcale nie uważam, że będąc w czołówce światowej w singlu, muszę zrezygnować z debla" - powiedziała Hingis. Rzeczywiście taka praktyka u kobiet nie jest tak częsta jak u mężczyzn. Debla grają praktycznie wszystkie zawodniczki czołowej światowej dziesiątki, nie
licząc Steffi Graf i Moniki Seles. U mężczyzn w turniejach ATP gwiazdorzy w deblu nie występują. Od bardzo wielu lat nie było sytuacji, by w wielkoszlemowym turnieju w finale singla i debla zagrał ten sam zawodnik.
Martina Hingis i Carlos Moya podczas Australian Open zyskali chyba najwięcej, choć nie należy zapominać o powrocie na pierwszy plan najchętniej fotografowanej tenisistki świata, Francuzki Mary Pierce. "Wydaje mi się, że mam szansę pokonać Hingis, jeśli zdołam grać dobre returny. Serwis to nie jest najmocniejsza strona Martiny i muszę to wykorzystać. Już i tak zrobiłam więcej niż ktokolwiek się spodziewał " - mówiła Pierce. Thomas Muster na korcie sprawia wrażenie człowieka dość aroganckiego, a tymczasem od organizatorów turniejów od dawna napływają sygnały, że poza kortem to prawdziwy dżentelmen. Ostatnio do chóru pochwał dołączyły także pracownice restauracji dla zawodników w Melbourne Park. Uznały one Mustera za najsympatyczniejszym i najłatwiejszego do obsłużenia klienta.

27 stycznia 1997
Sampras i Hingis mistrzami Australian Open


(…) Mistrzami Międzynarodowych Mistrzostw Australii w tenisie
zostali Amerykanin Pete Sampras oraz Szwajcarka Martina Hingis. Sampras
wygrał w finale w trzech setach z Hiszpanem Moyą, natomiast Hingis
potrzebowała dwóch setów, żeby pokonać Francuzkę Pierce. (...)

27 stycznia 1997
Australian Open: zwycięstwa Martiny Hingis i Pete'aSamprasa
Cel polowania

Pierwszy wielkoszlemowy turniej roku wygrali Szwajcarka Martina Hingis i Amerykanin Pete Sampras. Hingis w finale pokonała w sobotę Francuzkę Mary Pierce 6:2, 6:2, a Sampras w niedzielę wygrał z Hiszpanem Carlosem Moyą 6:2, 6:3, 6:3. Za zwycięstwo Sampras otrzymał 468 000 USD, a Hingis 434 000. Dla Amerykanina to dziewiąty wielkoszlemowy triumf, a dla Szwajcarki pierwszy. Szesnastoletnia Hingis została w Melbourne najmłodszą zwyciężczynią imprezy wielkoszlemowej w XX wieku. (…) Kobiecy finał także pozbawiony był ognia. Być może potoczyłby się on inaczej, gdyby Mary Pierce już w pierwszym gemie przełamała serwis Hingis, na co miała szansę. Jednak nic z tego nie wyszło, a później Pierce nie potrafiła już wybić z konceptu szwajcarskiej szesnastolatki. Po niespełna dwudziestu minutach gry było 5:0 dla Hingis, która prawie nie popełniała błędów w wymianach, a oprócz tego lepiej niż zwykle serwowała. Pierce nie miała więc zbyt wielu szans, by grać udane returny (to miała być jej główna nadzieja) , a w drugim secie chyba się już trochę zniechęciła, usatysfakcjonowana tym, czego dokonała w
Melbourne. "Byłam bardzo zaskoczona prowadzeniem 5:0. Pierwszy gem meczu był bardzo ważny. Mary grała ostre piłki, a ja tak naprawdę nie byłam jeszcze gotowa i skoncentrowana. Wszystko zmieniło się od momentu, gdy przy trzeciej piłce, dającej Mary przełamanie mojego podania, udał mi się as serwisowy. Poczułam się wtedy jak na treningu i zaczęłam grać swobodnie. Poruszam się po korcie chyba trochę szybciej niż Mary, potrafiłam też przewidzieć, gdzie rywalka pośle piłkę. Mój tenis opiera się na precyzji, zawsze bardzo przeszkadza mi wiatr. Miałam szczęście, że podczas finału go nie było" - powiedziała Hingis. Trzy poprzednie spotkania finalistek z Melbourne zakończyły się zwycięstwami Pierce, teoretycznie powinna więc ona mieć psychiczną przewagę. "Od naszego ostatniego spotkania Martina zrobiła ogromne postępy. Zagrała wielki mecz, a ja nie potrafiłam jej przeszkodzić. To bardzo frustrujące, gdy gra się świetną piłkę, a ona za każdym razem wraca jako jeszcze lepsza. Być może nie wykazałam wystarczającej cierpliwości, ale z drugiej strony zdawałam sobie sprawę, że moją szansą jest przyśpieszanie gry, mocny, zdecydowany atak. Teraz potrzebuję kilku dni przerwy przed halowym turniejem w Paryżu za dwa tygodnie. Prawdę mówiąc, przerwy potrzebuje raczej mój bark niż ja" - mówiła Pierce.
Martina Hingis po Australian Open awansowała na drugie miejsce klasyfikacji WTA. Wyprzedza ją tylko Steffi Graf. Szwajcarska prasa i telewizja zrobiły już z niej "dumę całego kraju". Dziennikarze
podkreślają poza tenisowe talenty Martiny, to że potrafi odpowiadać na pytania w trzech językach i jest bardzo mądrze kierowana przez swą matkę Melanie, która nie zapomina o edukacji córki, choć do szkoły nie chodzi ona od dawna.
Martina Hingis urodziła się w Koszycach na Słowacji. Do Szwajcarii wyjechała z matką, gdy miała siedem lat. Mieszkają w małej miejscowości Trubach. Mieszkańcy miasteczka po zwycięstwie Hingis w Melbourne świętowali przez całą noc. "Ona bawiła się piłką i rywalką jak kot bawi się z myszą " - napisała szwajcarska gazeta "Le Matin". Na pytanie o dalsze plany Hingis odpowiedziała: "Marzę oczywiście o Wielkim Szlemie. Chcę potwierdzić, że jestem najlepsza na
świecie".

29 stycznia 1997
A propos


Przy okazji sukcesów Martiny Hingis wszyscy piszą o matce tenisistki Melanie, a nikt nie wspomina o ojcu. Ostatnio angielska gazeta "The Independent" dotarła do Karola Hingisa, który pozostał na Słowacji, gdy dziewięć lat temu jego żona wyjeżdżała do Szwajcarii z małą Martiną. Ojciec gwiazdy tenisa do dziś jest kortowym w Koszycach i skarży się, że z milionów dolarów zarabianych przez córkę nie zobaczył ani centa. Z tekstu drukowanego przez angielską gazetę jednoznacznie nie wynika, czy na taki los zasłużył.

31 stycznia 1997
Martina Hingis w rodzinie
Została kanapa


Wiele czołowych tenisistek świata pochodzi z rodzin o dość powikłanych losach. Wspólny mianownik był zwykle jeden: ojciec lub matka wykazywali ogromnie dużo samozaparcia w dążeniu do celu, którym był zawsze "tenisowy Olimp". Tak było ze Steffi Graf, Mary Pierce, Jennifer Capriati i ostatnio z Martiną Hingis. W tym ostatnim wypadku lokomotywą sportowego sukcesu była matka Melanie. To ona zaprogramowała małą Martinę na najlepszą tenisistkę świata. Na początek był rozwód z Karolem Hingisem, któremu zarzuciła "brak życiowych ambicji". Martina trenować zaczęła w wieku trzech lat na kortach w swych rodzinnych Koszycach, a jako pięciolatka uczestniczyła już w pierwszych turniejach. Dzisiejsza gwiazda tenisa miała sześć lat, gdy rodzice się rozwiedli. "W naszym małżeństwie nie działo się dobrze" - powiedział Karol Hingis, który do dziś mieszka w Koszycach ze swą 82-letnią matką. Jest kortowym na tym samym obiekcie, na którym w tenisa nauczyła się grać Martina. Zarabia ok. 150 dolarów miesięcznie
i, jak twierdzi, od córki dotychczas nie dostał ani centa.
Melanie Hingis wyszła ponownie za mąż za Szwajcara Andreasa Zogga - handlowca z branży komputerowej poznanego jeszcze w Koszycach. Jednak w październiku ubiegłego roku para ta się rozwiodła, Melanie powróciła do swego panieńskiego nazwiska Molitor i mieszka obecnie w Trubach ze szwajcarskim dziennikarzem sportowym, 56-letnim Mario Widmerem. "Nie otrzymuję żadnej pomocy od córki, ale nikt w to nie wierzy. Nie mam do Martiny pretensji, ona jest jeszcze zbyt młoda, by zrozumieć, co stało się w naszej rodzinie. Pewnego dnia wyjaśnię jej, jak to przebiegało z mojego punktu widzenia. Bardzo chciałbym trenować Martinę, ale wiem, że
Melanie nigdy się na to nie zgodzi. Ona sądzi, że mam zły wpływ na córkę" - powiedział Karol Hingis.
Do spotkania ojca z córką może dojść już wkrótce, gdyż na początku marca Szwajcaria gra ze Słowacją mecz o Puchar Federacji. Spotkanie to odbędzie w Koszycach - rodzinnym mieście Martiny Hingis. "Nie mam zbyt wielu mebli, ale zachowałem moją kanapę. Trzymam ją na wypadek, gdyby Martina chciała mnie zobaczyć i przenocować w domu" - mówił Karol Hingis w wywiadzie dla angielskiej gazety "The Independent".
Jeśli chodzi o tenisowe walory Martiny Hingis, to po jej triumfie w Australii napisano już wszystko. Istotę rzeczy ujęła chyba dawna rumuńska mistrzyni tenisa, a dziś komentatorka francuskiej wersji Eurosportu Virginia Ruzici. Powiedziała ona w "L'Equipe": "Hingis najbardziej przypomina Chris Evert, ale jej umiejętność przewidywania wydarzeń na korcie jest jeszcze większa. Nie uderza tak mocno jak Graf, Pierce czy Seles, ale potrafi o wiele wcześniej odgadnąć, co stanie się za chwilę. Pomiędzy wymianami jest odprężona, porusza się lekko. Jej gra różni się bardzo od dominującego obecnie siłowego tenisa"

3 lutego 1997
Tenis w Tokio: kontuzja Steffi Graf
Pytania bez odpowiedzi


Tenisowy turniej w Tokio wygrała Szwajcarka Martina Hingis, ale do oczekiwanego z ogromnym zainteresowaniem finałowego pojedynku ze Steffi Graf nie doszło z powodu kontuzji Niemki.
Graf próbowała nawet w niedzielę trenować, ale bolące kolano uniemożliwiało jej swobodne poruszanie. "Ból nie przyszedł nagle, wydawało mi się, że nie dokończę już półfinałowego pojedynku z Brendą Schultz-McCarthy. Mój lekarz radził, bym tuż po tym spotkaniu zrezygnowała z finału, ale ja miałam nadzieję, że ból minie. Oby kontuzja nie okazała się groźna, chcę grać jak najwięcej, ale co najmniej dwutygodniowa przerwa w grze wydaje się niezbędna" – mówiła Graf. Japońska publiczność po początkowych gwizdach odniosła się ze zrozumieniem do wyjaśnień pierwszej damy światowego tenisa, natomiast Hingis z uśmiechem wzięła czek na 150 000 dolarów. To jej siódme turniejowe zwycięstwo, a trzecie w tym roku. Najcenniejszy był oczywiście triumf w pierwszym wielkoszlemowym turnieju -- Australian Open. Coraz częściej padają pytania, czy w Melbourne zaczęła się era Hingis i kiedy szesnastoletnia Szwajcarka zdetronizuje Graf. W Tokio nie otrzymaliśmy w tej sprawie żadnych wskazówek, na odpowiedź trzeba jeszcze trochę poczekać. Widać już jednak wyraźnie, że sympatia publiczności jest po stronie "cudownej nastolatki". Jeśli nie straci pewności siebie, nie zacznie odczuwać ciężaru odpowiedzialności, to zmiana na tronie może nastąpić szybciej, niż oczekiwaliśmy. "Oczywiście życzę Graf jak najlepszego zdrowia, ale nie ukrywam, że jestem trochę zmęczona i pojedynek z nią w Tokio nie byłby mi na rękę. Teraz przez tydzień będę odpoczywała, a później wezmę udział w turniejach w Paryżu i Key Biscayne, a pomiędzy tymi imprezami w Pucharze Federacji" - mówiła Hingis. Mecz Słowacja - Szwajcaria w ramach Pucharu Federacji odbędzie się w Koszycach, rodzinnym mieście Martiny Hingis. Zagra ona oczywiście w barwach Szwajcarii i dla jej rodziny będzie to chyba "podróż sentymentalna".

17 lutego 1997
Tenis: Greg Rusedski zepsuł powrót Andre Agassiego
Nowe skalpy Hingis i Samprasa


Cztery turnieje tenisowe ostatniego tygodnia potwierdziły, że rozstawianie zawodników ma sens. W Paryżu Szwajcarka Martina Hingis (nr 1) wygrała w finale z Niemką Anke Huber (nr 3) 6:3, 3:6, 6:3, w Dubaju Chorwat Goran Ivanisevic (1) grał z Austriakiem Thomasem Musterem (2) , w Marsylii Chilijczyk Marcelo Rios (1) przegrał ze Szwedem Thomasem Enqvistem (2) 4:6, 0:1 po kontuzji uda. Jedynie w San Jose Amerykanin Pete Sampras (nr 1 nie tylko w tym turnieju) grał o zwycięstwo z Brytyjczykiem Gregiem Rusedskim (7) , ale ten ostatni dołożył do wielkiego serwisu nowe umiejętności. (…) Jeśli chodzi o Samprasa, to w San Jose zebrał kilka skalpów swoich
rodaków, więc policzono, że od 1995 roku nie przegrał z nimi kolejnych 21 meczy. Dla Ameryki już to wystarczy za inne oceny. Sampras jednak znów odmówił gry dla USA w Pucharze Davisa w kwietniu z Holandią. Uzasadnienie jest następujące: "Ten mecz oznaczałby dla mnie siedem tygodni nieustannej gry w tenisa i zakłóciłby moje przygotowania do French Open". Sampras nie lubi Pucharu Davisa co najmniej od 1995 roku i często daje temu wyraz. (…)
W Paryżu podczas turnieju WTA podawano, że Martina Hingis w tym roku przegrała wszystkiego cztery sety, grała w szóstym finale z rzędu (18. wygrany mecz z rzędu i czwarta wygrana turniejowa w 1997 roku) i przed finałem dość głośno zakładano, że nawet najbardziej bojowo nastawiona Niemka Anke Huber nie może być poważną przeszkodą dla młodej Szwajcarki. W dodatku Hingis potrafi powiedzieć jako jedna z niewielu mistrzyń światowego tenisa: "Dopiero zaczyna mnie to wszystko bardzo bawić. To moja praca, ale ja ją lubię. Wróciłam z Tokio, nie grałam trzy dni i już brakowało mi rakiety" albo: "Zawsze wychodzę do gry pewna siebie, a zwłaszcza teraz". Huber mogła się pocieszać, że grała nadzwyczaj dobrze w pierwszym secie półfinału z Czeszką Janą Novotną (6:3, 6:4) , ale jej finałową rywalkę mierzy się już w innej skali.

18 lutego 1997
Rankingi WTA i ATP
Hingis goni Graf


W tenisowym rankingu kobiet (WTA) trwa pościg Szwajcarki Martiny Hingis za Niemką Steffi Graf. (…) Martina Hingis miała na początku roku stratę ponad 1600 punktów do pierwszej na liście Niemki. Po czterech zwycięskich turniejach z rzędu (z Australian Open włącznie) 16-letnia tenisistka ze Szwajcarii ma do odrobienia 751 punktów. Arytmetyka rankingów ma tę cechę, że liczy się wniej również punkty do stracenia - za ubiegły rok. Wynika z niej, że jeśli Steffi Graf nie będzie grać przez miesiąc, to straci 778 punktów, wywalczonych w Indian Wells i Key Biscaine w 1996 roku, i tym samym 29 marca możemy poznać nową rakietę nr 1 na świecie. Precyzyjne wyliczenia wykazują, że nawet jeśli Graf zagra, tyle że niezbyt dobrze, to przy obecnej formie Hingis też może dojść do detronizacji. (...)

21 lutego 1997
Martina Hingis
Nowa twarz Opla

Firma samochodowa Opel, czyli mocna gałąź koncernu General Motors, podpisała trzyletnią umowę sponsorską ze szwajcarską tenisistką Martiną Hingis. Sumy kontraktu nie ujawniono.
Najmłodsza zwyciężczyni turnieju wielkoszlemowego nie może narzekać na brak zainteresowania sponsorów. W ubiegłym miesiącu Hingis podpisała kontrakt na 10 milionów dolarów z firmą Sergio Tacchini produkującą ubiory sportowe. Teraz przyszedł Opel, który w październiku 1995 roku nie przedłużył dziesięcioletniej umowy z Niemką Steffi Graf (płacił ponad milion dolarów rocznie) , tłumacząc swoje posunięcie troską o sposób zarządzania przekazywanymi pieniędzmi. Otwarcie mówiąc, szefowie Opla zrezygnowali po zakończonej niedawno w sądzie niemieckim głośnej aferze podatkowej ojca Steffi - Petera Grafa. Nie zrezygnowali, jak widać, z szukania nowej gwiazdy tenisowej. Nowa twarz Opla jest na razie druga w rankingu światowym, ale teoretycznie mogłaby wyprzedzić Graf już za kilka tygodni. "Opel pomagał mi, kiedy byłam raczej mało znana w świecie tenisa. To jest dobra podstawa do długotrwałej współpracy" - oświadczyła Hingis, która, mimo młodego wieku, wie już, co i kiedy mówić.

26 lutego 1997
Steffi Graf o Martinie Hingis
Łyk świeżego powietrza


Steffi Graf powiedziała, że nie martwi jej perspektywa utraty pierwszego miejsca w klasyfikacji WTA na rzecz Martiny Hingis. Graf najprawdopodobniej utraci przodownictwo po 373 tygodniach na tenisowym tronie. Powodem tego jest z jednej strony znakomita forma Szwajcarki, a z drugiej kontuzja Graf, która nie pozwoli jej bronić ubiegłorocznych zwycięstw w dwóch amerykańskich turniejach. To oznacza, że już na początku marca liderką światowego rankingu zostanie Hingis. "Zupełnie mnie to nie martwi. Martina Hingis jest dla kobiecego tenisa jak łyk świeżego
powietrza. Nie spodziewałam się, że tak szybko będzie grała tak dobrze. Moja sportowa satysfakcja nie ma nic wspólnego z rankingami" - powiedziała Graf. Niemiecka tenisistka twierdzi, że teraz powinno jej być nawet łatwiej, bo miała już trochę dość napięcia związanego z przewodzeniem kobiecemu tenisowi. Graf wygrała w karierze 21 wielkoszlemowych tytułów, w roku 1988 zdobyła "Wielkiego Szlema", a oprócz tego zwyciężyła w igrzyskach w Seulu i specjalnie dla niej stworzono nowe pojęcie "Złotego Szlema". W wywiadzie dla magazynu "Sports Live" Graf powiedziała, że w światowej czołówce jest kilka tenisistek, które mogłyby osiągnąć więcej, gdyby naprawdę chciały. "Przede wszystkim lepiej mogłaby grać Monica Seles, ale nie sądzę, by jej na tym aż tak bardzo zależało". Steffi Graf jeszcze raz podkreśliła, iż absolutnie nie czuje się winna w podatkowej aferze swego ojca i bardzo irytujące są wszelkie sugestie o toczącym się przeciwko niej śledztwie. Ta atmosfera dwuznaczności ma o wiele większy wpływ na psychiczną dyspozycję Graf niż rywalizacja z nastolatką Martiną Hingis. "Nie mogę powtarzać każdemu, że jestem
niewinna" - twierdzi Graf.

21 marca 1997
Nagrody ATP i WTA


W Miami Beach na Florydzie odbyła się uroczystość, którą tenisistki i tenisiści bardzo lubią. W eleganckim otoczeniu Jackie Gleason Theater wręczano doroczne nagrody zawodowych stowarzyszeń tenisowych kobiet i mężczyzn, czyli nagrody WTA i ATP za 1996 rok. Rekordowy - ósmy raz - tytuł zawodniczki roku przyznano Niemce Steffi Graf. Wśród mężczyzn trudno było o niespodziankę - najlepszym graczem był Amerykanin Pete Sampras. Steffi Graf otrzymała jeszcze jedną nagrodę - dla najbardziej podniecającej tenisistki sezonu. To trofeum przyznają kibice i nie
wyklucza się, że zwyciężczyni bardzo pomogła niedawna publikacja serii udanych zdjęć jako modelki prezentującej kostiumy kąpielowe. Steffi nie ukrywała, że drugie wyróżnienie ma dla niej nawet odrobinę większe znaczenie niż pierwsze. W kuluarach imprezy szeptano, że być może ostatni raz główna nagroda przypadła Graf, gdyż Szwajcarka Martina Hingis (największy postęp roku) obiecała, że nie przestanie się rozwijać. "Mam nadzieję, że dostanę podobną nagrodę w przyszłym roku. Zamierzam iść dalej i zrobić wszystko, by być tak wielka jak Martina Navratilova" - powiedziała Hingis, która w przyszłym tygodniu obejmie prowadzenie na liście światowej, gdyż Graf wciąż jest kontuzjowana i w Key Biscaine nie wystartuje. Wzorzec młodej Martiny też obdarowano. Navratilova dostała specjalną nagrodę za wkład w rozwój sportu. Laureatka stwierdziła, że: "Łatwo rozwijać coś, co się bardzo kocha. Powinnam oddać nagrodę tenisowi za to, że dał mi tak cudowne życie". Wśród innych wyróżnionych tenisistów byli także: Amerykanka Jennifer Capriati i Francuz Stephane Simian (za powroty roku) , Amerykanin Jimmy Connors (najlepszy tenisista w cyklu weteranów) oraz Czech Dominik Hrbaty (nadzieja nowego sezonu) i Rosjanka Anna Kurnikowa (najlepsza debiutantka). (...)

25 marca 1997
Turniej w Key Biscayne
Człowiek zwany Scudem


O turnieju w Key Biscayne mawia się już po cichu, że to pierwszy kandydat do rozszerzenia cyklu wielkoszlemowego. Na razie ma pulę nagród 4, 45 mln dolarów (łącznie na rozgrywki mężczyzn i kobiet) , pod względem sportu nie można mu nic zarzucić, a w dodatku wiosna na Florydzie sprzyja pomysłom organizacyjnym.
Nie jest odkryciem, że w wielkim tenisie zaczęła się era Martiny Hingis, wróciła Monica Seles i to już wystarczyło, by na razie większą uwagę przyciągały rozgrywki kobiet. Mecze Hingis są, do tej pory, raczej jednostronne. Przed trzecią rundą, gdy Szwajcarka miała grać z rówieśnicą - szesnastoletnią nadzieją amerykańskiego tenisa - ciemnoskórą Venus Williams, wspominano o początku historycznej rywalizacji na wzór dawnych meczy Navratilova - Evert. Jeśli nawet był to pierwszy mecz tenisistek XXI wieku, niewiele osób zauważyło to na korcie, a Williams nie będzie dobrze wspominać tych początków. 69 minut gry i gładka porażka, o której duża (1, 83 mwzrostu) i silna dziewczyna z Kalifornii mogła powiedzieć tylko tyle, że jak w każdym meczu dobrze się bawiła, a rywalka potrafiła znakomicie wykorzystywać błędy. Hingis, poza zwróceniem uwagi, iż gra z każdym najlepiej, jak potrafi, niezależnie od wzrostu i wieku, nie wydawała się przejęta faktem, że 110. na liście WTA Venus Williams ma zastąpić jej Steffi Graf. Po zwycięstwie w kolejnej rundzie z Jeleną Lichowczewą jest już w ćwierćfinale.
W czasach niepokojąco dobrze grających nastolatek (dodajmy do nich jeszcze Rosjankę Annę Kurnikową) 23-letnia Monica Seles wydaje się staruszką. Tymczasem jednak staruszka równie gładko jak kiedyś przechodzi kolejne rundy i stosownie do wieku oczywiście narzeka, że straciła meczową nieustępliwość. "Jednak trochę pociesza mnie fakt, że z meczu na mecz gram lepiej" - dodaje, więc nie należy tracić nadziei na ewentualny dobry pojedynek z Hingis. (...)

28 marca 1997
Turniej w Key Biscayne
Hymn na cześć geniuszu


Szwajcarka Martina Hingis łatwo wygrała 6:4, 6:1 z Mary Joe Fernandez i Janą Novotną 6:3, 2:6, 6:4 i została pierwszą finalistką turnieju w Key Biscayne . W turnieju męskim w pierwszej czwórce są obok Samprasa, także Hiszpan Sergi Bruguera, który 6:0, 6:3 wygrał z Andriejem Miedwiediewem oraz Amerykanin Jim Courier który pokonał Gorana Ivanisevica 6:2, 7:6 (7-2) .

Miało być zwycięstwo, ale nie tak łatwe – to powszechne opinie po kolejnym meczu Martiny Hingis z dużo bardziej doświadczoną Amerykanką Mary Joe Fernandez. Po godzinie i minucie okazało się, że szwajcarska nastolatka potrzebowała tylko lekkiego przyspieszenia gry od stanu 3:4 w pierwszym secie, by znaleźć się poza zasięgiem przeciwniczki. Pomeczowa konferencja prasowa była jednym hymnem na cześć geniuszu tenisowego Martiny Hingis. Główną partię wyśpiewała Amerykanka, a podstawowa fraza brzmiała mniej więcej tak: "Aby z nią wygrać, trzeba grać niemal perfekcyjnie. Martina porusza się tak dobrze, że nie ma sposobu, by wpędzić ją w kłopoty. Zawsze wie, gdzie spadnie piłka. Zawsze wie, o co chodzi na korcie. Do tego jest bardzo sprytna. " Mary Joe też ma trochę sprytu, gdyż w Key Biscayne umówiła się właśnie ze Szwajcarką na grę deblową i dobrze na tym wychodzi.
Reakcje Martiny Hingis, która wygrała także w półfinale z Janą Novotną 6:3, 2:6, 6:4 (było to 25. kolejne zwycięstwo szesnastoletniej Szwajcarki) na nazywanie jej niezwyciężoną, fenomenem, sportu, geniuszem tenisa itp. są na razie zupełnie naturalne. "Rzeczywiście ostatnio nie przegrywam - mówi ona z uśmiechem - lecz to rodzaj zabawy, to liczenie moich zwycięstw. Teraz każdy spodziewa się pierwszej porażki, a ja po prostu próbuję nie dać się i nie przegrać. " Jednak, gdy Hingis trochę spoważniała, to powiedziała, że po raz pierwszy w tym turnieju poczuła pełne zaufanie do swych możliwości. (...)

29 marca 1997
Key Biscayne
Wielki skok


Hiszpan Sergi Bruguera wygrał mecz półfinałowy turnieju w Key Biscayne z pierwszym tenisistą rankingu światowego, Amerykaninem Pete'em Samprasem 5:7, 7:6 (7:2) , 6:4. W finale turnieju kobiet zagrają Szwajcarka Martina Hingis i Amerykanka Monica Seles. Ta druga łatwo pokonała Austriaczkę Barbarę Paulus 6:1, 6:0. (...)

1 kwietnia 1997
Zwycięstwa Hingis i Mustera
Pożegnanie z Ameryką

Turniej w Key Biscayne wygrali Austriak Thomas Muster, który w finale pokonał Hiszpana Sergi Bruguerę 7:6, 6:3, 6:1, oraz Szwajcarka Martina Hingis po finałowym zwycięstwie nad Moniką Seles (USA) 6:2, 6:1. Od dziś Martina Hingis jest najmłodszą liderką światowego rankingu tenisistek. Szwajcarka zdetronizowała kontuzjowaną Niemkę Steffi Graf. Tegoroczny turniej w Key Biscayne pozostanie w pamięci z dwóch powodów: po pierwsze jako impreza, po której ranking WTA ma nową liderkę - Martinę Hingis i po drugie jako wielki powrót Hiszpana Sergio Bruguery. (…) Martina Hingis została liderką światowego tenisa chyba trochę wcześniej niż oczekiwano, nawet po jej wielkoszlemowym triumfie w Australian Open. W finale Monica Seles nie mogła jej zrobić najmniejszej nawet krzywdy. By przekonać się, czy to już naprawdę początek ery Hingis, trzeba poczekać na powrót do zdrowia Steffi Graf i europejskie wiosenne turnieje na kortach ziemnych. "W finale nie zrobiłam ani jednego błędu. Po raz ostatni, gdy grałam z Seles, trwało to 52 minuty, teraz tylko 44. Monica zdobyła o jednego gema więcej" - powiedziała Hingis. W tym sezonie wygrała ona piąty turniej z rzędu, jest niepokonana w 26 spotkaniach. Nadchodzące miesiące będą chyba najważniejsze dla kariery Hingis. Obecnie wygrywa, gdyż na korcie czuje się pewnie, z każdym zwycięstwem coraz pewniej. Jeśli utrzyma ten stan ducha, może na trwałe zająć miejsce Steffi Graf.
Key Biscayne to było pożegnanie tenisistów z Ameryką. Za tydzień tenisowa karuzela zaczyna kręcić się w Europie. Nadchodzi czas żniw dla wszystkich specjalistów od kortów ziemnych. Punktem kulminacyjnym tego okresu są Międzynarodowe Mistrzostwa Francji na kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu (przełom maja i czerwca) .

2 kwietnia 1997
Szanować Mustera
Martina, jak śniegowa kula


(…) Martina Hingis w zawodowym tenisie pojawiła się trzy lata temu. Już wówczas mówiono, że będzie kiedyś najlepsza na świecie. To, co dzieje się z nią po wygraniu Australian Open, można nazwać "efektem śniegowej kuli". Hingis gra i wygrywa z meczu na mecz łatwiej i pewniej, to prawda, że pod nieobecność Steffi Graf. Ta pewność może jeszcze wzrosnąć i wtedy Szwajcarka stanie się naprawdę niezwyciężona. Bardzo ważna będzie jej reakcja, gdy wreszcie przegra. Kto wie, czy nie najważniejsza. Dotychczas Martina Hingis z pomocą matki radziła sobie ze sławą i
wielkimi pieniędzmi. Teraz przychodzi jednak czas najtrudniejszej próby, będzie musiała poradzić sobie ze świadomością, że jest najlepsza na świecie, jeszcze sławniejsza i jeszcze bogatsza. Poczekajmy i zobaczymy, warto też pamiętać, że "wirus Hingis" zainfekował wszystkich oprócz Steffi Graf. Z punktu widzenia tenisowych kibiców byłoby lepiej, gdyby szwajcarska nastolatka nie poczuła się zbyt pewnie. Pamiętamy wspaniałe mecze Graf - Seles, a wcześniej Evert -Navratilova. Ten scenariusz jest chyba najciekawszy, choć ograny.

8 kwietnia 1997
Hingis znów wygrała z Seles
Za dużo szampana

Martina Hingis po raz drugi w ciągu tygodnia pokonała Monikę Seles, a w półfinałach Pucharu Davisa spotkają się we wrześniu reprezentacje USA i Australii oraz Szwecji i Włoch. To główne wydarzenia tenisowego weekendu.
Tym razem pojedynek Hingis i Seles był o wiele bardziej zacięty, w trzecim secie decydował tie-break. W finale turnieju w Hilton Head Hingis wygrała 3:6, 6:3, 7:6 (7-5) , a w poprzednim pojedynku w Key Biscayne oddała Seles tylko trzy gemy. Ten mecz dowiódł, że szwajcarska szesnastolatka nie tylko potrafi nokautować przeciwniczki, ale także radzi sobie w trudnych sytuacjach. W tie-breaku trzeciego seta Seles prowadziła już 5:2. "Przez cały mecz Monica grała o wiele lepiej, mądrzej niż tydzień temu na Florydzie. Przegrywając tak wysoko w tie-breaku, nie mogłam ryzykować. Starałam się zmęczyć rywalkę, grać dokładnie i cierpliwie. Udało się" - mówiła Hingis. To jej szóste i najtrudniej wywalczone turniejowe zwycięstwo w roku 1997. Dla Monici Seles ten mecz był ważny z powodów prestiżowych. Druga gładka porażka byłaby prawie kompromitacją, upokorzeniem kiedyś najlepszej tenisistki świata. Seles przegrała, ale nie musi się wstydzić. "To był świetny mecz, zagrałam wiele wspaniałych piłek. Poczułam, że mam argumenty, by rywalizować z Hingis czy Graf. Może w mojej grze jest jeszcze trochę za mało luzu. Czasem aż
się prosi, by zaatakować odważniej, a ja czuję, jakby ktoś mnie trzymał za rękę" - powiedziała Seles. (...)

9 kwietnia 1997
Mark Woodforde i Todd Woodbridge
Razem na korcie i w teatrze


Australijczycy Mark Woodforde i Todd Woodbridge od kilku lat są najlepszym tenisowym deblem świata. Wygrali razem 44 turnieje, w tym dwanaście wielkoszlemowych, oraz zdobyli złoty medal podczas igrzysk olimpijskich w Atlancie (1996) . Woodforde ma 32 lata, a Woodbridge jest o sześć lat młodszy. (…) Mark Woodforde przyznaje on, że pod względem taktycznym jego młodszy partner czasami rządzi na korcie, decyduje o tym, jak grać, jakie wybrać ustawienie. "On zwykle wie, gdzie stanąć, świetnie przewiduje to, co zrobią rywale. Szczególnie imponuje mi jego umiejętność gry przy siatce. Tak antycypować potrafi niewielu graczy, wśród kobiet obecnie dar ten ma Martina Hingis" - twierdzi o swym partnerze Woodforde.

Kolejna część roku 1997 w przygotowaniu.
Miłej lektury :)
Laury wielkoszlemowe Martiny Hingis
Australian Open: singiel 1997, 1998, 1999; debel 1997, 1998, 1999, 2002, 2016; mikst 2006, 2015
French Open: singiel finał 1997, 1999; debel 1998, 2000, mikst 2016
Wimbledon: singiel 1997, debel 1996, 1998, 2015; mikst 2015, 2017
US Open: singiel 1997; debel 1998, 2015, 2017 mikst 2015, 2017

Skocz do góry
 Zobacz profil Offline 
 Tytuł: Re: Martina Hingis - archiwalne artykuły z lat 1994 - 2007
PostNapisane: niedziela, 1 gru 2013, 15:59 
Wielki Szlem
Data rejestracji na forum:
sobota, 29 cze 2013, 22:20
Posty: 4896
Wiek: 21
Lokalizacja: Toruń
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona zawodniczka: Goerges Radwanska Hantuchova
Super artykuły, i gratuluję wytrwałości oraz determinacji w przepisywaniu. Czekam na druga część 97'. :oh:

Skocz do góry
 Zobacz profil Offline 
 Tytuł: Re: Martina Hingis - archiwalne artykuły z lat 1994 - 2007
PostNapisane: poniedziałek, 2 gru 2013, 17:29 
Junior
Data rejestracji na forum:
czwartek, 17 paź 2013, 11:28
Posty: 182
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona zawodniczka: Martina Hingis
Planowałem umieszczać skany artykułów, ale po namyśle i małych eksperymentach doszedłem do wniosku, że mają za dużą objętość i będą zajmować zbyt dużo miejsca. Dlatego zdecydowałem się na przepisywanie tylko tych fragmentów, które dotyczą Martiny :serce: , a w całości przytaczać tylko niektóre artykuły, oddające atmosferę tenisa ostatniej dekady minionego stulecia.
Część II roku 1997 dodam dopiero w kolejnym tygodniu. Jestem w fazie przygotowywania.
Cieszę się, że wątek ma czytelników :)
Pozdrawiam i zachęcam do lektury :)
Laury wielkoszlemowe Martiny Hingis
Australian Open: singiel 1997, 1998, 1999; debel 1997, 1998, 1999, 2002, 2016; mikst 2006, 2015
French Open: singiel finał 1997, 1999; debel 1998, 2000, mikst 2016
Wimbledon: singiel 1997, debel 1996, 1998, 2015; mikst 2015, 2017
US Open: singiel 1997; debel 1998, 2015, 2017 mikst 2015, 2017

Skocz do góry
 Zobacz profil Offline 
 Tytuł: Re: Martina Hingis - archiwalne artykuły z lat 1994 - 2007
PostNapisane: wtorek, 3 gru 2013, 18:28 
Junior
Data rejestracji na forum:
czwartek, 17 paź 2013, 11:28
Posty: 182
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona zawodniczka: Martina Hingis
Kilka fotografii Małej Martiny :serce: z czasów jej pierwszych wielkoszlemowych sukcesów.

Obrazek
Pierwszy wielkoszlemowy tytuł Martiny Hingis zdobyty w 1996 roku.
Wygrała wówczas Wimbledon w deblu w duecie z Heleną Sukovą.
Wspólnie ograły parę Meredith McGrath (USA) / Larisa Neiland (LAT) 5-7, 7-5, 6-1


Obrazek
Drugi wielkoszlemowy tytuł Martiny Hingis w deblu zdobyty w 1997 roku.
W duecie z Nataszą Zwieriewą wygrała Australian Open.
Wspólnie pokonały parę Lindsay Davenport (USA) / Lisa Raymond (USA) 6-2, 6-2


Obrazek
Obrazek
Pierwszy wielkoszlemowy tytuł Martiny Hingis w singlu zdobyty w 1997 roku.
W finale Australian Open pokonała Mary Pierce (FRA) 6-2, 6-2


Obrazek
Nieudana próba podboju kortów Rolanda Garrosa.
Martina Hingis przegrała w finale French Open 1997 z Ivą Majoli (CRO) 6-4, 6-2


Obrazek
Obrazek
Drugi wielkoszlemowy tytuł Martiny Hingis w singlu zdobyty w 1997 roku.
W finale Wimbledonu wygrała z Janą Novotną (CZE) 2-6, 6-3, 6-3


Obrazek
Trzeci wielkoszlemowy tytuł Martiny Hingis zdobyty w 1997 roku.
W finale US Open pokonała Venus Williams (USA) 6-0, 6-4


Obrazek
Jestem najlepsza!
Martina nigdy nie kryła wielkiej radości po wygraniu finału turniejów wielkoszlemowych.
Laury wielkoszlemowe Martiny Hingis
Australian Open: singiel 1997, 1998, 1999; debel 1997, 1998, 1999, 2002, 2016; mikst 2006, 2015
French Open: singiel finał 1997, 1999; debel 1998, 2000, mikst 2016
Wimbledon: singiel 1997, debel 1996, 1998, 2015; mikst 2015, 2017
US Open: singiel 1997; debel 1998, 2015, 2017 mikst 2015, 2017

Skocz do góry
 Zobacz profil Offline 
 Tytuł: Re: Martina Hingis - archiwalne artykuły z lat 1994 - 2007
PostNapisane: środa, 19 mar 2014, 09:12 
Junior
Data rejestracji na forum:
czwartek, 17 paź 2013, 11:28
Posty: 182
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona zawodniczka: Martina Hingis
Cz. II artykułów z Rzeczpospolitej z 1997 roku.

Udział Martiny Hingis w drugim w tym sezonie turnieju wielkoszlemowym na kortach Rolanda Garrosa, prawie do samego końca był wielką niewiadomą. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że Martina uwielbia jazdę konną. Do tej pory upadki kończyły raczej niegroźnie. Tym razem nastoletnia liderka rankingu WTA spadła ze swojego drugiego ulubionego konia „Montany” i to tak niefortunnie, że uszkodziła sobie więzadła lewego kolana. Po operacji rehabilitacja kolana trwała 51 dni. Media na całym świecie żywo interesowały się stanem zdrowia młodej Szwajcarki. Krążyły fotografie Martiny z nogą w gipsie i o kulach.

Obrazek
Fotografia kontuzjowanej Martiny zdobiła prawie każdy artykuł poświęcony dywagacjom nad dalszym ciągiem jej tenisowej kariery.

Melanie Molitor rozsądnie trzymała córkę z dala od mediów. Sama przekazywała tylko tyle informacji ile uznała za stosowne. Lekarze opiekujący się Martiną nie wykluczali, że tenisistka może zrezygnować z gry na kilka miesięcy. Mnożyły się rozmaite spekulacje, co do jej dalszego udziału w turniejach, włącznie z sugestiami, jakoby miała zakończyć przedwcześnie, tak fantastycznie rozpoczętą karierę tenisową. Martina pomyślnie przeszła długą rehabilitację i zdążyła jeszcze rozpocząć treningi. Roland Garros jest pierwszym turniejem w którym nastoletnia Szwajcarka występuje w roli faworytki.

27 maja 1997
Roland Garros


(…) Martina Hingis, liderka rankingu WTA rozpoczęła z pompą turniej na kortach Rolanda Garrosa w Paryżu. W meczu I rundy nie dała żadnych szans Słowaczce Henrietcie Nagyovej, wygrywając 6:0, 6:2. Mecz ten był sprawdzianem formy Martiny po długiej nieobecności na kortach. Tak szybkie i łatwe zwycięstwo wskazuje, że po kontuzji nie zostało już śladu, a Martina może zajść wysoko, nawet do samego finału. (…)

Obrazek
Pierwszy mecz na turnieju był testem, jak sobie poradzi Martina po przebytej kontuzji.
Nawet sceptycy byli zaskoczeni dobrą formą Szwajcarki.


28 maja 1997
Roland Garros


(…) W II rundzie Szwajcarka Martina Hingis stoczyła trzysetowy pojedynek z Włoszką Glorią Pizzichini. W pierwszym secie niespodziewanie uległa 3:6 popełniając w czasie gry dużo niewymuszonych błędów. Gloria miała wielką chęć wygrać ten mecz, ale tylko na chęciach się skończyło. Od początku drugiego seta Szwajcarka dominowała na korcie i ostatecznie zakończyła spotkanie wynikiem 6:4, 6:1. (...)

2 czerwca 1997
Roland Garros
Przekroczyć Rio Grande


(…) Martina Hingis w III rundzie French Open łatwo pokonała Rosjankę Annę Kurnikową 6:1, 6:3. (…) W ćwierćfinałach Roland Garros spotkają się Martina Hingis z Arantxą Sanchez – Vicario, Monica Seles z Mary Jo Fernandez, Iva Majoli z Ruxandrą Dragomir i Amanda Coetzer ze Steffi Graf. (…) Bardzo piękny był także drugi set meczu Mary Pierce z Monicą Seles. Zwyciężyła Amerykanka 6:4, 7:5. Wydawało się, że siódmy gem tego seta, przy stanie 3:3 nigdy się nie skończy. Do Paryża właśnie wtedy wróciła zima, zrobiło się lodowato, ludzie zagrzewali Mary i siebie meksykańską falą, lewica wygrała wybory we Francji, a one grały i grały. Obie miały wiele szans, ale w końcu to Seles wywalczyła meczbola i zakończyła spotkanie asem serwisowym. W turnieju kobiet w przeciwieństwie do mężczyzn, nie było sensacji. Główne faworytki Hingis, Graf, Seles i Sanchez – Vicario są w ćwierćfinałach. (…)

4 czerwca 1997
Sensacja na kortach Rolanda Garrosa


Na kortach Rolanda Garrosa trwa pogrom faworytów. W półfinałach turnieju spotkają się Martina Hingis z Moniką Seles i Iva Majoli z Amandą Coetzer. W ćwierćfinałach odpadli obrońcy tytułów Steffi Graf i Jewgienij Kafielnikow. Niemka przegrała z Coetzer 1:6, 4:6, a Rosjanina pokonał Brazylijczyk Gustavo Kuerten 6:2, 5:7, 2:6, 6:0, 6:4. Jako pierwsza do półfinałów awansowała Chorwatka Iva Majoli, która zwyciężyła Rumunkę Ruxandrę Dragomir 6:3, 5:7, 6;2. Później uczyniły to Monika Seles pokonując Mary Jo Fernandez 3:6, 6:2, 7:5 i Martina Hingis wygrywając z Arantxą Sanchez – Vicario 6:2, 6:2. (…)
Steffi Graf nie obroni w Paryżu tytułu, bo nad Sekwaną trwa polowanie z nagonką na faworytów. Pierwszego seta jakby nie było, w drugim Coetzer prowadziła 5:2 i dopiero wtedy Graf zaczęła walczyć, doprowadziła do stanu 5:4. Jak się okazało Niemce nie pomógł nawet deszcz, który przerwał spotkanie przy prowadzeniu Coetzer 6:1, 3:1. Mecz nie był porywający, obie tenisistki grały przede wszystkim slajsowane krosy na bekhend i Niemka myliła się częściej. Graf jeszcze na dobre nie zeszła z kortu, jak już zapraszano na jej konferencję prasową. Musi bardzo się spieszyć do domu lub na angielską trawę, by w Wimbledonie pomścić paryską klęskę.
Pierwszy ćwierćfinał kobiet był pojedynkiem po którym obie zawodniczki położyły się obok siebie na korcie i długo nie chciały wstawać. Majoli wygrała przy szóstym meczbolu. To był typowy tenis na wyniszczenie, jedni to lubią, inni nie nienawidzą. Ruxandra Dragomir biega świetnie, ale brakuje jej kończącego uderzenia, a gdy decyduje się porzucić bezpieczną grę, to zwykle psuje. Jest pracowita, jak pszczoła, ale niestety bez żądła. Dlatego też bardzo drogo płaci za każdą wygraną piłkę. Majoli też nie lubi ryzykować, w związku z tym mecz trwał i trwał, widzowie świetnie się bawili, a one umierały na korcie. Przez ponad dwie i pół godziny. „Powinnam częściej chodzićdo siatki, ale wahałam się. Robiłam krok naprzód i krok w tył. Ruxandra gra bardziej precyzyjnie, rzadko się myli, może dlatego się bałam” - mówiła po meczu Majoli. Na pytanie o nieprzewidziane tenisowym protokołem spotkanie po jednej stronie kortu i wspólny odpoczynek w objęciach, Chorwatka odpowiedziała: „Protokół w tym momencie nas nie interesował. Byłyśmy obie wykończone, ja nie mogłam już zrobić kroku. Ruxandra jest moją przyjaciółką, od dawna gramy razem w debla. Nie było więc nic nienaturalnego w tym co zrobiłyśmy”. (…)

Obrazek
Przed Martiną jeden z najtrudniejszych meczów w karierze.
Monica Seles triumfowała na kortach Rolanda Garrosa trzy razy z rzędu.
Czy nastoletnia Szwajcarka podoła presji?

Najciekawiej zapowiada się półfinałowe starcie obecnej liderki rankingu Martiny Hingis z byłą liderką Moniką Seles. Amerykanka nadal nie ma sposobu na sprytną Szwajcarkę z którą przegrała do tej pory wszystkie spotkania. Kto wie, może ten mecz odwróci kartę? Martina zdaje się nie przywiązywać wielkiej wagi do czekającego ją meczu. Podobnie, jak w Australii znajduje czas na jazdę konną. Podobno znowu spadła z konia podczas pokonywania przeszkody. To bardzo duża nieostrożność ze strony tenisistki, która dopiero co wyleczyła nadwerężone kolano po podobnym upadku ponad miesiąc wcześniej. Na szczęście tym razem obyło się bez groźnych kontuzji. Wszystko na to wskazuje, że nastoletnia królowa damskiego tenisa dobrze się bawi.

5 czerwca 1997
Wierzyła tylko matka
Patrick Rafter i Sergio Bruguera w półfinale


(…) W turnieju kobiecym po raz pierwszy od 1986 roku nie ma Stefii Graf. Dziś grają Monica Seles z Martiną i Amanda Coetzer z Ivą Majoli. (…)
Tegoroczny turniej jest pierwszym od 1986 roku bez Steffi Graf w półfinałach. Niemka przegrała z Amandą Coetzer z RPA. „Przed rozpoczęciem sezonu nie sądziłam, ze mogę, że mogę zrobić krzywdę Graf, ale pracowałam ciężko, uderzam coraz mocniej. Teraz jestem w stanie przebywać na korcie tak długo jak trzeba. Praca nad połączeniem techniki i wytrzymałości zajęła mi dwa i pół roku, ale teraz zamierzam z tego korzystać. Także w półfinale z Ivą Majoli” - powiedziała Coetzer.
Dla Graf ta porażka była bardzo bolesna. Miała to wypisane na twarzy. „Zupełnie nie wierzę w siebie, stąd błędy i gra zachowawcza. Przegrałam raczej sama ze sobą, ze swoim stanem ducha niż z rywalką, choć Coetzer grała bardzo dobrze. Wydaje mi się, że każda zawodniczka ma takie momenty zwątpienia. To zajmie trochę czasu, ale postaram się wrócić do formy psychicznej. Może trochę za dużo grałam w ciągu ostatniego miesiąca po tak długiej przerwie spowodowanej kontuzją?” - mówiła Graf. Niemka chce kilka dni odpocząć, a następnie zaatakować Wimbledon.
Po wspaniałym meczu z Arantxą Sanchez – Vicario faworytką turnieju kobiet wydaje się być Martina Hingis. Zapytano ją nawet, czy do tego, by wygrywać, potrzebuje czegoś więcej niż uśmiechu. Odpowiedzią był oczywiście uśmiech. Hingis, to ostatnia szansa, by tenisowe rankingi i statystyki do czegoś się w Paryżu przydały. Inni po prostu z nich zakpili.

6 czerwca 1997
Roland Garros
Martina Hingis i Iva Majoli w finale
Uśmiech przychodzi sam
Fantastyczna Martina


W pierwszym kobiecym półfinale spotkały się Martina Hingis i Monika Seles. Niektórzy nawet nazywali ten mecz przedwczesnym finałem. Wygrała Hingis 6:7, 7:5, 6:4. W drugim półfinale Iva Majoli pokonała Amandę Coetzer 6:3, 4:6, 7:5. (…) Fotografia fruwającej z radości Szwajcarki ozdobiła czołówki gazet na całym świecie.

Obrazek
"Fruwająca" Martina po półfinałowym zwycięstwie z Monicą Seles


Przed czwartkowym półfinałem Hingis i Seles spotykały się trzykrotnie, wszystkie mecze wygrała Hingis, w tym raz na korcie ziemnym. Pierwszy set półfinału nie był porywający. Obie źle podawały, wielokrotnie przegrywały swoje gemy serwisowe. „Monica grała bardzo agresywnie, nikt jeszcze tak ze mną nie grał w tym turnieju, musiałam dużo biegać. Miałam ogromną szansę prowadząc 3:1 i 30:0. Chyba trochę zabrakło mi koncentracji i staranności.” - mówiła Hingis. Później było już o wiele lepiej, choć nawet w najbardziej emocjonujących momentach spotkanie to nie przypominało wielkich paryskich meczów z przeszłości z udziałem Seles, Graf, czy Sanchez – Vicario. W drugim secie Hingis serwowała prowadząc 5:4 i przegrała tego gema. Właśnie wtedy jej legendarny uśmiech na chwilę zgasł. Szwajcarka w końcu z ogromnym trudem zwyciężyła w drugim i trzecim secie, gdy zaczęła lepiej serwować i grać mniej zachowawczo z głębi kortu. „Ona wygrywa, gdyż po prostu wierzy w siebie. Podziwiać ją należy przede wszystkim za to, że także teraz, gdy inni oczekują od niej tak wiele, nie obniżyła poziomu. W jej grze nie ma słabych punktów. Żadna rywalka nie może powiedzieć: jak zrobię to czy tamto wygram z Martiną.” - mówiła pokonana Seles. Wszystko wskazuje, że w kobiecym tenisie rozpoczęła się na dobre era Hingis. Szwajcarka pozostanie nr 1 rankingu WTA niezależnie od tego, jak dalej potoczy się turniej.

Obrazek
Monica i Martina niedawna i obecna liderka przy siatce po półfinałowym starciu.

Na drugie miejsce, kosztem Stefi Graf, awansuje Monica Seles. Obie półfinalistki zaczynały mecz z zupełnie innych pozycji. Seles wygrała dziewięć turniejów wielkoszlemowych, była kiedyś postrachem rywalek, ale już nie jest. W tym roku w Paryżu bez wątpienia wiary dodały jej dwa z trudem wywalczone zwycięstwa z Mary Pierce i Mary Jo Fernandez. Hingis wygrała w Australii swój pierwszy turniej wielkoszlemowy (dodatkowo ma koncie jeszcze dwa wielkoszlemowe zwycięstwa deblowe, na Wimbledonie '96 w parze z Sukovą i tegorocznym Australian Open wraz z N. Zwieriewą) i wkrótce potem zasiadła na tronie. „Roland Garros to pierwszy wielki turniej, w którym gram jako faworytka. Specjalnie mi to nie ciąży, przede wszystkim na korcie. Natomiast o wiele trudniej jest być numerem 1 na świecie, gdy mecz już się skończy. Na szczęście ja lubię dziennikarzy, ich żarty, atmosferę konferencji prasowych. Nie zmuszam się do uśmiechu, on przychodzi sam.” Może dlatego – nie licząc pechowego upadku z konia – ten rok jest dla Hingis wspaniały, nie przegrała jeszcze żadnego meczu.
Monica Seles przez pierwszy tydzień Roland Garros nie opuszczała hotelowego pokoju, jeśli oczywiście nie liczyć treningów i gry. „Właśnie tego potrzebowałam, spokoju i ciszy. Nawet posiłki zamawiałam do pokoju. Później już wychodziłam, byłam z przyjaciółmi w Luwrze, spacerowałam w parku. Denerwują mnie tylko ciągłe pytania, czy nie jestem zmęczona i czy dobrze się czuję, szczególnie po trudnych meczach. Czuję się dobrze, nic mnie nie boli, mogę nawet normalnie serwować, a oni ciągle traktują mnie jak chorą. Nie jestem chora, jadę do Eastbourne przygotowywać się do Wimbledonu.” - mówiła Seles, która w Paryżu wygrywała w latach 1990, 1991, 1992.
Drugi półfinał w którym spotkały się Chorwatka Iva Majoli z Amandą Coetzer z RPA, obiecywał o wiele mniej, choć trudno nie podziwiać uporu i pracowitości Coetzer. Była ona w dwóch ostatnich turniejach półfinalistką Australian Open, a teraz jest chyba w życiowej formie. Podstawą jej gry jest wspaniała kondycja, bez niej trudno byłoby wdawać się z rywalkami w wymianę ciosów, gdy mierzy się 157 cm. Za fizyczną formę Amandy Coetzer odpowiada Australijczyk Gavin Hopper, który twierdzi, że jego podopieczna jest najlepiej wytrenowaną tenisistką na świecie. „Amanda pływa, gra w plażową siatkówkę i nigdy nie ma dość, ciągle widzi jakieś rezerwy”. Tym razem nie wystarczyło to jednak do pokonania Ivy Majoli. Zwycięstwo Chorwatki jest tym bardziej godne uwagi, że tuż po meczu ledwo mówiła z powodu przeziębienia. „W nocy prawie w ogóle nie spałam, nie mogłam normalnie oddychać. Rano poszłam do lekarza, na szczęście temperatura nie była wysoka.” - opowiadała Iva kichając prawie bez przerwy. Dla 20-letniej Chorwatki to będzie pierwszy wielkoszlemowy finał. Jest ona w Paryżu jedną z najbardziej zapracowanych tenisistek, prawie wszystkie jej mecze były długie i emocjonujące. „To nic nadzwyczajnego. Roland Garros dużo daje, ale i sporo kosztuje. Byłam na to przygotowana, choć wolałabym wygrywać łatwiej. Niektóre rywalki namęczyły się jednak nie mniej i przegrały. To dopiero jest smutne.” - stwierdziła Iva Majoli. Jej zdaniem finał Roland Garros to sprawa dla tenisisty tak istotna, że nie czuje się choroby ani zmęczenia. Liczy się tylko jedno – nieodparta chęć wygrania ostatniego meczu.

9 czerwca 1997
Roland Garros: Sensacyjne zwycięstwa Ivy Majoli i Gustava Kuertena
Płacz przed telewizorem


Turniej Roland Garros toczył się pod znakiem sensacji i sensacyjnie się zakończył. W finale kobiet Chorwatka Iva Majoli pokonała Szwajcarkę Martinę Hingis 6:4, 6:2, a w finale mężczyzn Brazylijczyk Gustavo Kuerten wygrał z Hiszpanem Sergim Bruguerą 6:3, 6:4, 6:2. W historii turniejów wielkoszlemowych są to pierwsze zwycięstwa tenisistki Chorwacji i tenisisty z Brazylii.
Martina Hingis przed finałem w tym roku jeszcze nie przegrała żadnego meczu. Iva Majoli od lat jest w światowej czołówce, ale nigdy nie grała nawet w wielkoszlemowym półfinale. (…)

Obrazek
Ciężki finał. Iva Majoli skutecznie zmęczyła Martinę.


Niepogodzenie z losem
Martina Hingis, chyba nie bardzo wiedziała, co się dzieje na korcie. W jej oczach wcześnie pojawiło się zwątpienie: jak to możliwe, gram i nie wygrywam, wprost przeciwnie z minuty na minutę jest coraz gorzej. Można tę sytuację wytłumaczyć. Szwajcarka w tym roku nie przegrała jeszcze żadnego meczu, na pytanie z kim chciałaby się spotkać w finale, odpowiedziała: „Wszystko mi jedno, wygrywałam już ze wszystkimi”. Iva Majoli tylko w początkowych gemach popełniła kilka błędów. Nie wykorzystała swych przewag. Od momentu, gdy przy remisie 3:3, przełamała serwis Hingis, zaczęła grać jak w transie. Przez cały czas atakowała, jej piłki z głębi kortu były o wiele mocniejsze niż Hingis. Majoli, jako pierwsza z rywalek odpowiedziała też bezlitośnie na słaby serwis Szwajcarki. W drugim secie przełamanie podania Szwajcarki nastąpiło już przy remisie 2:2 i właściwie mecz się skończył, gdyż grała tylko Majoli. Okazało się też przy okazji, że młoda, ale już wielka dama światowego tenisa nie bardzo umie pogodzić się z porażką. Przegrywając 2:3 w drugim secie zeszła do szatni, później szukała jeszcze pomocy u masażysty (przed ostatnim gemem), ale było widać wyraźnie, że jest to nie tyle cierpienie ile niepogodzenie z losem. „Nie wiem czy na jej miejscu zrobiłabym tak samo, nie wiem, czy było to fair. W niczym mi te przerwy nie przeszkodziły, wprost przeciwnie, mam nawet wrażenie, że wyszły mi na dobre. Chcę wierzyć, że Martina musiała iść do szatni. Mój plan był prosty: nie mogłam pozwolić by ona grała swoją grę, atakowała. Najgroźniejszą bronią Hingis jest bekhend, starałam się więc jak najczęściej zmuszać ją do gry forhendem. Bardzo pomógł mi w tym dobry serwis, ani przez moment nie miałam z nim kłopotów.” - mówiła Iva Majoli, która przystąpiła do finału przeziębiona, po trzech dniach kuracji antybiotykowej.

Obrazek
Zwycięska Iva pociesza Martinę po wygranym finale.

Sen o Wimbledonie
Zwyciężczyni urodziła się sierpniu 1977 w Zagrzebiu. Jej ojciec, Stanko, miał nad morzem restaurację. Kiedy okazało się, że córka ma wielki talent, rodzina w 1990 roku wyjechała do USA. Iva pięć lat spędziła w tenisowej akademii Nicka Bollettieriego. Wojna w ojczyźnie ją ominęła. (…)
Najbardziej zaskoczona jest tym, że wygrała Roland Garros, a Ziemia wciąż kręci się w tą samą stronę. Już teraz śni się jej Wimbledon, gdzie jeszcze nigdy nie wygrała żadnego meczu w singlu, deblu ani mikście, w turnieju juniorów i seniorów. Powiedziałam sobie: w tym roku gotowa jestem umrzeć na korcie, ale wreszcie wygram tę pierwszą rundę. Ivanisević radził mi, że powinnam zasiać wokół domu dużo trawy i patrzeć na tę zieleń... Miałam kiedyś taki sen, że wygrywam w Wimbledonie. Nigdy nie jest to wielkie święto zawsze zwyczajne życie. Chciałabym np.: by mój narzeczony mógł oglądać moje mecze na trybunach. Dotychczas bardzo mnie to stresowało. Do Paryża pozwoliłam mu przyjechać dopiero na finał. Jeśli miałabym jednym zdaniem określić moje marzenia, to powiedziałabym tak: wygrywać i dalej żyć normalnie”.

W Paryżu miała zacząć się na dobre era Martiny Hingis. Nic z tego nie wyszło, choć zdania znawców tenisa na ten temat są bardzo podzielone, a Szwajcarka pozostaje nadal niezagrożoną liderką klasyfikacji WTA. „Ani na chwilę nie udało mi się uwolnić w finale od presji, którą narzuciła Iva. W piątek grałam bardzo długi mecz deblowy, to też mi nie pomogło. Postaram się, by ta porażka uczyniła mnie jeszcze lepszą tenisistką” - powiedziała Hingis. W momencie, gdy odbierała nagrodę dla finalistki i przemawiała do publiczności, jej matki nie było na trybunach. Czekała na Martinę w szatni. Rywalki, gdy chcą dokuczyć Hingis, mówią, że matka zaprogramowała ją na tenisistkę jeszcze w łonie. Program okazał się perfekcyjny. Martina została najlepszą tenisistką świata, zarobiła fortunę na korcie, wygrała w tym roku 37 spotkań z rzędu. W tej sytuacji trudno oprzeć się wrażeniu, że jej dalsza kariera zależy w dużym stopniu od tego, co w szatni powiedziała matka.

10 czerwca 1997
Roland Garros '97
Sympatyczne szaleństwo

To był najbardziej szalony turniej wielkoszlemowy od czasu, gdy tenis stał się grą o wielką sławę i jeszcze większe pieniądze. (…) Triumf Ivy Majoli, choć sensacyjny, nie jest jednak zjawiskiem nadprzyrodzonym, jak zwycięstwo Kuertena. Chorwatka, to czołowa tenisistka świata, przygotowywała się do zawodu przez pięć lat w słynnej akademii Nicka Bollettieriego. Oczywiście wszyscy oczekiwali na pojedynek Steffi Graf – Martina Hingis, do którego nie doszło. Szwajcarka wyraźnie odczuła presję związaną z tymi oczekiwaniami. W styczniu wygrała w Australii swój pierwszy turniej wielkoszlemowy w singlu, później została liderką klasyfikacji WTA. Zbiegło się to z kontuzjami i wyraźnym spadkiem formy S. Graf i Martina Hingis mogła czarować świat swoim uśmiechem. Wygrała 37 spotkań z rzędu, spadła z konia, miała operowane kolano i przyjechała wygrać Roland Garros. Jak sama twierdzi, uwierzyła, że zwycięży po pokonaniu w półfinale Moniki Seles. Nic z tego nie wyszło, podczas finału Hingis nie istniała na korcie. Doznana kontuzja kolana przypomniała o sobie w najmniej oczekiwanym momencie. W tej sytuacji, choć Szwajcarka nadal pozostaje numerem 1 światowego tenisa huczną koronację drugim trofeum wielkoszlemowym trzeba odłożyć. Martina Hingis wielokrotnie podkreślała, że podstawą jej sukcesów jest zaufanie i wiara w to, co robi jej matka trenerka. To ona ukształtowała swoją córkę na kształt swoich marzeń. Przyszłość Martiny tenisistki zależy chyba od utrzymania tego związku w dotychczasowej postaci. Niebezpieczeństwa czyhające na tenisowych milionerów są znane i opisane, ale na razie nie ma wyraźnych sygnałów, by Martina Hingis traciła orientację w życiu (choć z drugiej strony tenisowy świat coraz bardziej przypomina Hollywood, tyle w nim hipokryzji i nieszczerości). Siedemnastoletnie cudowne dziecko po prostu przegrało ważny mecz, nic więcej i nic mniej. Co będzie dalej zobaczymy za dwa tygodnie w Wimbledonie, gdzie od lat paryskie zasługi znaczą niewiele. To będzie zupełnie inny tenis, ciekawe, czy również z domieszką sympatycznego szaleństwa, które było znakiem firmowym Rolanda Garrosa 1997.

Część III w przygotowaniu.
Laury wielkoszlemowe Martiny Hingis
Australian Open: singiel 1997, 1998, 1999; debel 1997, 1998, 1999, 2002, 2016; mikst 2006, 2015
French Open: singiel finał 1997, 1999; debel 1998, 2000, mikst 2016
Wimbledon: singiel 1997, debel 1996, 1998, 2015; mikst 2015, 2017
US Open: singiel 1997; debel 1998, 2015, 2017 mikst 2015, 2017

Skocz do góry
 Zobacz profil Offline 
 Tytuł: Re: Martina Hingis - archiwalne artykuły z lat 1994 - 2007
PostNapisane: środa, 19 mar 2014, 16:35 
Junior
Data rejestracji na forum:
czwartek, 17 paź 2013, 11:28
Posty: 182
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona zawodniczka: Martina Hingis
Rzeczpospolita
17 lipca 1997
Tenis od kuchni
Pieniądze, stres i strach


W ciągu ostatnich trzydziestu lat tenis stał się lokomotywą profesjonalnego sportu. Czołowi tenisiści to dziś sztandarowe postacie show biznesu. Zarabiają tyle, co gwiazdorzy Hollywood i są nie mniej sławni. Zostali sportowymi arystokratami, wszyscy im zazdroszczą. Ale to jedna strona medalu...

O prawdziwym życiu wielkich graczy tak mówi jeden z najmądrzejszych ludzi tenisa, były trener Stefana Edberga, Anglik Tony Pickard: "Presja, której podlegają najlepsi tenisiści, jest ogromna. Grają w turniejach i Pucharze Davisa przez 32 tygodnie w roku, zwykle w ponad dwudziestu krajach. Ciągłe samolotowe podróże burzą równowagę, podobnie jak nagłe zmiany temperatury, od mrozu w Europie do upału w Australii. Raz taką zmianę może znieść każdy, ale tenisista żyje tak przez okrągły rok. Nie ma już łatwych meczów. W każdej chwili można przegrać lub doznać kontuzji. Wielkie pieniądze rodzą stres i strach".

Nie zawsze tak było. Kiedyś tenis był dyscypliną z obrzeży wielkiego sportu, stawał się ważny tylko podczas Wimbledonu, Roland Garros czy finału Pucharu Davisa. Z programu olimpijskiego zniknął szybko (powrócił dopiero w Seulu w 1988 r.), pod pretekstem, że jest za mało demokratyczny i że nie ma w nim prawdziwych amatorów. Jednak z punktu widzenia profesjonalizmu rozumianego tak jak dziś, można śmiało powiedzieć, że przed 1970 r. zawodowy tenis nie istniał.

Notes "Krokodyla"

Najwybitniejsi zawodnicy, zwycięzcy Wimbledonu czy mistrzostw USA, grali oczywiście za pieniądze, ale skazywało ich to od razu na banicję z prawdziwego sportu. Wyniki spotkań nie miały znaczenia, publiczność przychodziła przede wszystkim po to, by podziwiać ich kunszt techniczny. Najsłynniejszymi zawodowcami sprzed wojny byli Amerykanie William Tilden i Donald Budge oraz Anglik Fred Perry. W latach 20. i 30. grali też sławni francuscy "Czterej Muszkieterowie" (Rene Lacoste, Henri Cochet, Jean Borotra i Jacques "Toto" Brugnon). Pojedynki "Czterech Muszkieterów" z Amerykanami o Puchar Davisa na przełomie lat 20. i 30. to jeden z najbardziej heroicznych (i najładniej opisanych) epizodów w dziejach tenisa.

Rene Lacoste podobno przed ważnymi meczami prawie w ogóle nie sypiał, tylko godzinami odbijał piłkę o ścianę w swym hotelowym pokoju (dlatego zawsze prosił o ostatni w korytarzu). Wszystkie swe przemyślenia zapisywał w notesie. Gdy pokonał sławnych Amerykanów Billa Tildena i Billa Johnsona, gazety dawały wielkie pieniądze za prawo opublikowania tych notatek. Lacoste nigdy się na to nie zgodził. Czyżby przewidywał, że pieniądze i bez tego przyjdą do niego po zakończeniu kariery? Lacoste, nazwany przez Amerykanów "Krokodylem", założył własne przedsiębiorstwo, którego znakiem firmowym stał się sławny krokodyl (później Lacoste skonstruował też maszynę do wystrzeliwania piłek). Dziś już żaden z "Muszkieterów" nie żyje, jako ostatni w październiku 1996 r., w wieku 92 lat, zmarł właśnie Lacoste. My też mamy swą przedwojenną legendę - daviscupowy mecz z Niemcami w 1939 r. Grano na kortach Legii, a wojna już wyraźnie wisiała w powietrzu. Pięknie o tym pisał Bohdan Tomaszewski.

Po wojnie niewiele się w organizacji tenisa zmieniło. W dalszym ciągu o tytuły mistrza Wimbledonu czy Roland Garros mogli walczyć tylko amatorzy. Dlatego też najlepsi gracze, by zarobić, łączyli się w zawodowe grupy. Najsłynniejszą z nich był "Cyrk Kramera". W 1951 r. założył go Amerykanin Jack Kramer, trzykrotny zwycięzca Wimbledonu. Zawodowcy występowali w wielu krajach, m.in. w Polsce. Wszyscy widzieli, że to właśnie oni grają najlepiej, a tzw. amatorzy i tak biorą nieoficjalnie pieniądze za swe występy. Ta dwoistość tenisa trwała do końca lat 60-tych.

Na kort weszła telewizja

Powstanie ATP (Stowarzyszenia Zawodowych Tenisistów) i dopuszczenie profesjonalistów do wielkiej gry dało początek tenisowi, jaki znamy dziś - globalnej grze o ogromne pieniądze i wielką sławę. Ta rewolucja nie byłaby możliwa bez telewizji i koniunktury gospodarczej na Zachodzie, która spowodowała, że ludzie mieli coraz więcej pieniędzy i wolnego czasu. Tenis okazał się znakomitym towarem handlowym, gdyż mecze trwały długo i można było pokazać wiele zbliżeń (czytelne napisy na koszulkach i sprzęcie). Bez wahania przykrojono też przepisy gry do reklamowo-telewizyjnych potrzeb, wprowadzając 90-sekundowe przerwy po każdych dwóch gemach. Można wówczas wyemitować reklamy, a telewidzowie nie tracą niczego z wydarzeń na korcie.

Drugą podstawą komercyjnego sukcesu tenisa było to, że wraz z telewizyjną ekspansją tej gry zaczęto także sprzedawać coraz więcej rakiet i piłek. Jak w wielu innych dziedzinach show biznesu i tu początek należał do Amerykanów. To oni zbadali, że tenisowa publiczność jest specyficzna, że większość telewidzów gra w tenisa i w związku z tym warto im dać wzory do naśladowania. Telewizja zrobiła wszystko, by wykreować gwiazdorów, by Borg był Borgiem a Connors Connorsem. Służyły temu przede wszystkim długie zbliżenia kamerą. Dalszy ciąg był oczywisty: stworzeni w ten sposób bohaterowie zaczęli zarabiać miliony dolarów. Od tamtej pory ich wartość ciągle rośnie.

Niszcząca gorączka złota

Najlepszy dziś tenisista świata, Amerykanin Pete Sampras twierdzi, że zarobił więcej pieniędzy niż kiedykolwiek racjonalnie zdoła wydać. Niemiec Boris Becker powtarzał wielokrotnie, że pieniądze w tenisie to prawdziwe szaleństwo, jego rodak Michael Stich po tym, jak kiedyś w ciągu miesiąca zarobił trzy miliony dolarów, przyznał: "To musi zmieniać człowieka".

Do wyścigu stają zawodnicy coraz młodsi, a "łowcy głów" reprezentujący wielkie agencje, takie jak IMG (International Management Group), okrążają świat w poszukiwaniu talentów. Kiedy okazało się, że w Rosji jest ośmioletnia Anna Kurnikowa, która ma wielki talent, ale nie ma pieniędzy, natychmiast sprowadzono ją wraz z matką na Florydę, opłacono pobyt i trening akonto przyszłych zysków. Dziś niespełna piętnastoletnia Kurnikowa zaczyna już spłacać dług. Firma Mercedes przeznacza 5 mln marek rocznie na pomoc najlepszym niemieckim juniorom, których w wielki tenisowy świat ma wprowadzić Boris Becker, a Amerykańska Federacja Tenisowa na szkolenie najzdolniejszej młodzieży wydaje rocznie 4 mln dolarów.

Niestety, są też przykłady, że tak wielkie pieniądze mogą niszczyć. Amerykanka Jennifer Capriati była cudownym dzieckiem, jej rodzice podpisali milionowe kontrakty, jeszcze zanim zaczęła grać w wielkich turniejach. Jennifer wygrała igrzyska olimpijskie w Barcelonie, wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem opracowanym przez rodziców i sponsorów. Wtedy przyszło nerwowe załamanie, zerwanie z tenisem, narkotyki, kuracja odwykowa i wszystko to, co tak dobrze znaliśmy ze świata filmu i rockowej muzyki. Próba nieudanego powrotu Jennifer Capriati do wielkiego tenisa trwa do dziś, z coraz gorszym skutkiem. Nie powstrzymało to jednak "baby boomu". W ślady Capriati idą dziś kolejne nastolatki: Martina Hingis, Anna Kurnikowa czy Venus Williams. Siłą napędową są tu zwykle rodzice ogarnięci gorączką złota lub realizujący swe nie spełnione ambicje za pomocą dzieci.

Są też inne niebezpieczeństwa, jak pokazuje to, co stało się z Moniką Seles czy Steffi Graf. Ta pierwsza została pchnięta nożem przez niemieckiego szaleńca i nadal nie potrafi odnaleźć, a druga, okazując posłuszeństwo ojcu, podatkowemu oszustowi, stała się obiektem śledztwa. Boris Becker zawsze się skarżył, że jego ciemnoskóra żona Barbara traktowana jest w ojczyźnie jak Niemka drugiej kategorii, a po rewizji zarządzonej w jego domu przez władze podatkowe obraził się na dobre i wyjechał z Niemiec na stałe. Wszystko to dobitnie potwierdza, że tenis przestał być tylko odbijaniem piłki przez siatkę, stał się elementem masowej kultury i napędza ludzką wyobraźnię zarówno tę zdrową, jak i chorą, taką jaku Guentera Parche, który pchnął nożem Seles, bo chciał pomóc Steffi Graf.

Coraz częściej pada pytanie, czy w tych warunkach tenis to już tylko show, czy jeszcze także sport? Jeden z najlepszych na świecie tenisowych sędziów Francuz Bruno Rebeuh (ten sam, którego dwa lata temu, podczas Wimbledonu, spoliczkowała żona amerykańskiego gracza Jeffa Tarango) ujął chyba istotę sprawy, mówiąc: "To jeszcze sport, ale organizatorzy turniejów muszą bardzo uważać, by nie przesadzić z oprawą, blichtrem i nie zabić tego sportowego ducha. Widzę tu pewne niebezpieczne tendencje. Byłoby szkoda, tenis to wspaniały sport. Mogą grać kobiety i mężczyźni w każdym wieku, praktycznie przez cały rok. Wielki tenis pobudza marzenia wielu ludzi, co jest związane z pieniędzmi oraz sławą. I tak powinno zostać".

Lista płac najlepszych

Wbrew pozorom wcale nie jest łatwo powiedzieć, który z tenisistów jest najbogatszy. Bez trudu możemy policzyć tylko ich wpływy, określane fachowo jako osiągnięte "z rakietą w ręku", czyli, mówiąc inaczej, wygrane w turniejach. Każda z imprez ma swoją stawkę, np. za zwycięstwo w najbardziej prestiżowych turniejach wielkoszlemowych (mistrzostwa Australii, Roland Garros, Wimbledon i mistrzostwa USA) - około pół miliona dolarów, płatnych czekiem na korcie tuż po zakończeniu finału. Płaci się wszystkim uczestnikom turnieju, także tym, którzy przegrali w pierwszej rundzie; w tegorocznym Roland Garros dostali po ok. 11 tys. dolarów. Miarą profesjonalizacji tenisa i wysokiej stopy życiowej tenisistów jest nie to, ile zarabia pierwszy, ale setny zawodnik świata. Jego roczne dochody nie są mniejsze niż ćwierć miliona dolarów.
Zawodnicy płacą oczywiście podatki od wygranych, zgodnie z zasadami obowiązującymi w poszczególnych krajach. Lista płac najlepszych tenisistów świata publikowana jest co tydzień. Dotychczas najwięcej - ponad 25 mln dolarów - zarobił na korcie Pete Sampras. Powyżej 20 mln - także Martina Navratilova, Steffi Graf i Ivan Lendl. Wojciech Fibak wygrał na korcie niespełna 3 mln dolarów. Innych polskich nazwisk na liście finansowych potentatów na razie nie ma.

O wiele trudniej jest powiedzieć, ile gracze zarabiają naprawdę, gdyż wygrane na korcie to tylko jedna część ich wpływów (szef IMG Mark McCormack określił ją kiedyś na 40 procent), pozostałe to kontrakty reklamowe, pokazówki oraz tzw. gwarancje, oficjalnie zakazane, ale będące w praktyce codziennością tenisa. Chodzi tu o to, że organizator, chcąc zapewnić sobie udział gwiazdora, musi mu po cichu zapłacić, by wybrał jego imprezę, a nie inny turniej.

Pete Sampras, Andre Agassi, Steffi Graf i Monica Seles nie grają jednodniowych pokazówek za mniej niż 250 tys. dolarów. Jim Courier, gdy był najlepszym graczem świata, żądał 200 tys. Kiedy można kogoś naciągnąć, tenisiści się nie wahają: Agassi za przyjazd na turniej do Kataru zażądał miliona dolarów, ale go nie dostał. Inni chcieli mniej, przyjechali, zagrali i odlecieli do Australii prywatnym samolotem szejka z mnóstwem prezentów. Takie są kulisy turnieju w Doha, który odbywa się na początku stycznia.

Edberg najbardziej elegancki

Bez wątpienia najtrudniej sprawdzić, ile gwiazdorom płacą firmy za wieloletnią wierność. Kontrakty takie mają: Agassi z firmą Nike, wczesny emeryt Stefan Edberg z Adidasem, Jewgienij Kafielnikow z Diadorą, czy Martina Hingis z firmą odzieżową Sergio Tacchini (Hingis dostała podobno 4 mln USD za pięć lat). Adidas długo szukał następcy Edberga. Podpisano kontrakt z fantastycznie utalentowanym Chilijczykiem Marcelo Riosem, ale został zerwany, gdy okazało się, że prostak Marcelo nie jest godnym następcą eleganckiego Stefana. Wybór padł więc na Anglika Tima Henmana, choć niczego wielkiego jeszcze nie zdziałał. Henman jest jednak na korcie równie elegancki jak Edberg. Szwedowi najwięcej zawdzięcza chyba firma Wilson. Rakieta Edberga jest najlepiej sprzedającym się modelem w historii tenisa, do ubiegłego roku sprzedano ponad 5 mln egzemplarzy.

Do tych wpływów trzeba jeszcze dodać napisy na koszulkach (tu najwięcej płacą linie lotnicze) i dopiero po zsumowaniu wszystkiego dowiadujemy się, jakie są prawdziwe dochody tenisisty. Boris Becker zapytany podczas Pucharu Wielkiego Szlema, ile ma pieniędzy, odpowiedział, że nie wie.
Prasa pisze o 200 mln marek.

Nawet w tym świecie wszystkich zadziwili organizatorzy właśnie Pucharu Wielkiego Szlema. Impreza powstała osiem lat temu, może w niej grać szesnastu zawodników, którzy osiagnęli najlepsze wyniki w turniejach wielkoszlemowych w danym roku. Pula nagród wynosi 6 mln dolarów; początkowo zwycięzca otrzymywał 2 mln dolarów, teraz tylko 1,5 mln. Triumfatorowi każdej z wielkoszlemowych imprez wypłaca się ćwierćmilionową premię za sam przyjazd. Na początku co rozsądniejsi gracze, tacy jak Becker czy McEnroe, nie chcieli startować, mówili, że to szaleństwo. Teraz już nikt tak nie mówi, wszyscy przyjeżdżają do Monachium i biorą pieniądze oferowane przez komputerową firmę Compaq. Nieliczni, np. Amerykanin David Wheaton (wygrał 2 mln), po zwycięstwie nie są już w stanie wrócić do tenisowego kieratu i grają tylko dla przyjemności. To jedyny gracz, który otwarcie przyznał, że ogromne pieniądze wygrane na korcie zmieniły już nazajutrz jego życie.

Zawodowy tenisista podpisujący kontrakt z wielką firmą promocyjną, taką jak IMG, ProServ czy Advantege, idzie przez świat jak człowiek prowadzony za rękę. Nie martwi się o nic. Firma rezerwuje mu hotele, bilety lotnicze, spełnia wszelkie życzenia dotyczące sposobu spędzania wolnego czasu i, co najważniejsze, negocjuje też w imieniu zawodnika jego reklamowe kontrakty. W zamian za to tenisista oddaje część swych zysków, zwykle 25 proc. od kontraktów reklamowych i 10 - 15 od pieniędzy wygranych w turniejach. Opłaca się to obu stronom. Chałupnicy zwykle tracą. McCormack, po tym jak Peter Graf poszedł do więzienia, wielokrotnie powtarzał, że gdyby Steffi przyszła do niego, zarobiłaby dużo więcej i uniknęła kompromitacji. Jednym z potentatów na tenisowo-finansowym rynku jest także były rumuński gracz Ion Tiriac ("Niedźwiedź z Karpat"), mieszkający od lat w Niemczech. Pierwszym jego sławnym podopiecznym był Argentyńczyk Guillermo Vilas, drugim Boris Becker, z którym rozstali się w niezgodzie ("Tiriac wycisnął mnie jak cytrynę, stłamsił i zdominował. Potem długo dochodziłem do siebie" - mówił Becker). O Tiriacu jeden z jego znajomych, kapitan daviscupowej reprezentacji Niemiec, Niki Pilic powiedział: "Jeśli wrzucić Iona między cztery rekiny, to sprawi, że zjedzą się nawzajem". Tacy ludzie rządzą wielkim tenisem, kontrolują obieg pieniądza.

Nasze pięć minut

My też przeżyliśmy nasze pięć minut fascynacji zawodowym tenisem, gdy o własnych siłach na wielkie wody wypłynął Wojciech Fibak. Było to w drugiej połowie lat 70., w czasach gdy, "Polak potrafił", otwierały się granice, a słowo "zawodowiec" przestało w socjalistycznej sportowej propagandzie oznaczać tępego brutala. Kariera Fibaka była najlepszym dowodem, że świat jest tuż za oknem, że wystarczy być śmiałym i utalentowanym, by osiągnąć wielkie cele. Umierający pisarz Stanisław Dygat miał nad łóżkiem kolorowe zdjęcie Fibaka - to najlepiej ilustruje skalę fascynacji. Fibak był znakomitym ambasadorem polskiego tenisa, mówił wieloma językami, wiedział dużo o świecie i potrafił się w nim poruszać, chociaż jak my wszyscy wyrósł w rezerwacie. Niczego wielkiego nie wygrał, ale grał pięknie, zarobił dużo (łączył niezłe wyniki w singlu ze znakomitymi w deblu) i do dziś uchodzi za jednego z najwybitniejszych analityków tej gry. Kiedy rozmawia się z nim w głównej alei stadionu Roland Garros, jest okazja, by uścisnąć dłoń wielu sławom dawnego tenisa. Gdy Wojciech Jaruzelski wprowadził stan wojenny, Fibak powiedział, że dla takiej Polski grać nie będzie i długo nie grał. Dziś mieszka trochę w Paryżu, trochę w Poznaniu, był krótko prezesem Polskiego Związku Tenisowego i niczego na tym stanowisku nie zdziałał. Znacznie lepiej poszło mu jako kapitanowi reprezentacji w Pucharze Davisa. Przeciętni gracze, w których tchnął wiarę, wygrali kilka spotkań, ale potem Fibak odszedł i wróciliśmy do trzeciej ligi.

Nie spełnił się Wojciech Kowalski, którego chyba zbyt szybko zadowoliły w Niemczech małe cele i przez kilka lat po Fibaku lizaliśmy cukierek przez szybę, aż do momentu, gdy pojawiły się Aleksandra Olsza i Magdalena Grzybowska. Ta pierwsza wygrała dwa lata temu juniorski Wimbledon w singlu i deblu, druga rok później zwyciężyła wśród juniorów w Australian Open. Obie są lub były w czołowej światowej setce zawodniczek, a to oznacza, że od ekstraklasy dzieli je tylko krok. Niestety, tego kroku zrobić nie mogą. Przełomem w karierze Grzybowskiej
był warszawski turniej "Warsaw Cup by Heros", w którym przed dwoma laty awansowała do półfinału.

Warsaw Cup by Heros

Bardzo długo patrzyliśmy na wielki tenis tylko przez telewizyjne okienko, prawdziwie zawodowego turnieju w Polsce nie było. Trzy lata temu Bankowe Towarzystwo Ubezpieczeń i Reasekuracji Heros SA oraz Heros Life postanowiły wyłożyć ok. 300 tys. dolarów i sprowadzić do Warszawy wielki tenis. Heros to tzw. sponsor tytularny, stąd oficjalna nazwa turnieju "Warsaw Cup by Heros". Grają tylko kobiety, co jest uzasadnione tym, że właśnie dzięki nim nasz kontakt ze światem został zachowany, podczas gdy mężczyźni od lat grają "ogony". Jednak pieniądze to nie wszystko, prawo do takiego turnieju zdobywa się z trudem, trzeba wiedzieć, do których drzwi zapukać i z kim rozmawiać. Każda impreza ma swego właściciela, a mówiąc ściśle, prawo własności obejmuje konkretny tydzień w kalendarzu WTA (Kobiece Stowarzyszenie Tenisowe).
Właścicielem "warszawskiego tygodnia" jest wielka firma Advantage International. Wraz z IMG Marka McCormacka oraz firmą ProServ ma ona na tenisowym rynku tak duże wpływy, posiada prawa własności do tak wielu turniejów, że coraz częściej mówi się o potrzebie "ustawy antymonopolowej", bo dla reszty pozostają tylko okruchy z pańskiego stołu.

O kupnie praw do warszawskiego turnieju w ogóle nie ma mowy, choćby nawet znalazł się potrzebny milion dolarów. Impreza została więc wydzierżawiona jej obecnym organizatorom do roku 2000. "Mamy określone prawa, ale i obowiązki. Ranga naszej imprezy jest taka, że WTA zapewnia udział trzech zawodniczek z czołowej światowej dwudziestki. My nie musimy się już o to martwić. Natomiast musimy spełnić wszelkie profesjonalne wymagania, jeśli chodzi o obiekt, hotel (co najmniej cztery gwiazdki), transport, opiekę medyczną. Regulamin takich imprez to gruba księga. W okresie turnieju zatrudniamy około 120 osób, przez cały rok pracuje natomiast kilkuosobowy zespół i naprawdę mamy co robić" – mówi dyrektor turnieju Ryszard Fijałkowski.

Pula nagród wynosi w tym roku 165 tys. USD, z czego zwyciężczyni otrzyma 27 tys., a finalistka połowę tej kwoty. Główną atrakcją będzie szesnasta tenisistka świata, Rumunka Ruxandra Dragomir, jedna z bohaterek tegorocznego Roland Garros. Jej przegrany mecz - z późniejszą triumfatorką imprezy Ivą Majoli - był prawdziwą grą na wyniszczenie. Zdjęcia obu tenisistek leżących bez sił na korcie okazały się hitem światowych gazet. Przyjedzie też zwyciężczyni sprzed dwóch lat Austriaczka Barbara Paulus (17. WTA), jej rodaczka Judith Wiesner (20. WTA) oraz triumfatorka sprzed roku, Słowaczka Henrietta Nagyova (uznana w 1996 r. za "odkrycie roku" w kobiecym tenisie).

Obie Polki Magdalena Grzybowska i Aleksandra Olsza są zbyt nisko klasyfikowane, by mieć prawo gry w turnieju głównym bez eliminacji, ale otrzymają tzw. dzikie karty. Jest to prawo organizatora do zaproszenia dowolnego gracza. W Warszawie do dyspozycji są dwie takie karty i obie zostaną przyznane Polkom. Pozostałe nasze reprezentantki muszą grać w turnieju eliminacyjnym, też dzięki zaproszeniom, bo ich miejsca w rankingu są zbyt niskie.

Jak z tego widać, korzyści dla polskiego tenisa z posiadania prawdziwie profesjonalnego turnieju są znaczące. Turniej eliminacyjny rozpoczyna się 19 lipca, główny 21 lipca. Oby tylko zawodniczkom i widzom nie przeszkadzał deszcz, zmora poprzednich imprez, odbywających się we wrześniu. Właśnie przede wszystkim z tego względu przeniesiono Warsaw Cup by Heros na lipiec, co wcale nie było proste.

Salon na "Warszawiance"

Na kortach Warszawianki będziemy mieli przez tydzień okazję na własne oczy zobaczyć, jaki jest tenis od kuchni. Ta gra to nie tylko sport, lecz także salon, wszędzie, od Wimbledonu poczynając, przez Warszawę i wszystkie miasta, gdzie na chwilę zatrzymuje się tenisowa karawana. Chyba w żadnym innym sporcie (może poza golfem) światy polityki, rozrywki i sportu tak bardzo się do siebie nie zbliżają. To też jest jeden z komercyjnych i towarzyskich atutów tenisa. Nie byłby on tym, czym jest, bez blichtru i tej odrobiny snobizmu. Nie wszyscy tę aurę wytrzymują.
Wspomniany na wstępie tenisowy mędrzec Tony Pickard zapytany, jak to możliwe, że Stefan Edberg do końca pozostał normalnym człowiekiem, odpowiedział: "Bo stworzył sobie własny świat, a w sprawach profesjonalnych i w kontaktach z ludźmi kierował się zawsze tą samą zasadą: wszyscy są ważni i nikt nie jest bardzo ważny". Niestety, w pobliżu kortów coraz mniej jest takich mędrców, a byliby bardzo potrzebni młodym ludziom wchodzącym w świat wielkiego tenisa i jeszcze większego pieniądza. Tylko pozornie jest to świat bez trosk.

MIROSŁAW ŻUKOWSKI
Laury wielkoszlemowe Martiny Hingis
Australian Open: singiel 1997, 1998, 1999; debel 1997, 1998, 1999, 2002, 2016; mikst 2006, 2015
French Open: singiel finał 1997, 1999; debel 1998, 2000, mikst 2016
Wimbledon: singiel 1997, debel 1996, 1998, 2015; mikst 2015, 2017
US Open: singiel 1997; debel 1998, 2015, 2017 mikst 2015, 2017

Skocz do góry
 Zobacz profil Offline 
 Tytuł: Re: Martina Hingis - archiwalne artykuły z lat 1994 - 2007
PostNapisane: piątek, 21 mar 2014, 08:41 
Junior
Data rejestracji na forum:
czwartek, 17 paź 2013, 11:28
Posty: 182
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona zawodniczka: Martina Hingis
Część III fragmentów artykułów prasowych.

O Wimbledonie '97 zamieszczę artykuły z trzech dzienników. To był jeden z bardziej emocjonujących występów Martiny zatem warto spojrzeć nań z różnych punktów widzenia.

Rzeczpospolita
20 czerwca 1997
Wimbledon po raz 111
W starym wiejskim ogrodzie


W niedzielę 6 lipca o ile nie stanie się nic nieprzewidzianego, na kort centralny w Wimbledonie wyjdzie małżonek królewski książę Filip, i księżna Walii. Wręczą zwycięzcy turnieju mężczyzn pozłacany srebrny puchar z przykrywką i napisem: „Indywidualny mistrz świata All England Lawn Tennis Club”, ufundowany przez Anglików w 1887 roku. Wszystko będzie, jak co roku, gdyż tradycja stanowi siłę tego turnieju. Tradycji trzeba jednak trochę pomagać i organizatorzy coraz wyraźniej zdają sobie z tego sprawę. Najstarszym pucharem w turnieju wimbledońskim nie jest, nawiasem mówiąc, puchar wręczany najlepszemu tenisiście, lecz ten który dostaje zwyciężczyni finału kobiecego. Częściowo pozłacana srebrna taca, wykonana w 1864 roku, przez firmę Elkington & Co., została nagrodą Wimbledonu w 1886 roku. (…)

Nowy kort
Dla Anglików nie jest może szokiem, budowa nowego większego kortu numer jeden, lecz fakt zburzenia starego obiektu, który przez 72 lata służył turniejowi. (…) Nowy stadion tenisowy ma 11 000 miejsc – o 4,5 tys. więcej niż poprzedni. Do 2000 roku mają powstać nowe pomieszczenia dla zawodników, działaczy i prasy, a także zmodernizowany zostanie kort numer dwa. (…) Podczas nieoficjalnej ankiety działacze All England Club, pytali gości, co trzeba zrobić, żeby Wimbledon utrzymał styl i markę, na którą pracował tyle lat. Przeważająca odpowiedź brzmiała: „Nic!”.

Nierówno, czyli sprawiedliwie
Powyższa ankieta posłużyła także, jako argument w walce Wimbledonu z WTA Corel Tour – damską organizacją tenisa zawodowego. Idzie oczywiście o podział puli nagród między płcie. Z równego podziału nic nie będzie. „Kibice patrzą na mężczyzn, tak było i nic się nie zmienia”, mówią działacze i pokazują także zamówienia na bilety oraz wyniki badań oglądalności tenisa w telewizji. Z puli prawie 7 mln funtów szterlingów zwycięzca gry pojedynczej dostanie 415 000 (676 450 dol.), zwyciężczyni 373 500 (608 805 dol.). Na najniższym szczeblu turniejów głównych jest podobnie. Przegrywający w pierwszej rundzie dostanie 6225 funtów (10 147 dol.), a przegrywająca 4825 funtów (7865 dol.). WTA zgadza się z Anglikami o tyle, że mecze w pierwszych rundach turnieju kobiecego, nie są w stanie ściągnąć uwagi publiczności, ale począwszy od ćwierćfinałów ma być inaczej, wynagrodzenie zatem powinno być wtedy równe.(…) Ta walka się jeszcze nie skończyła, w tym roku stary Wimbledon zwyciężył.

Królestwo za Wimbledon
Tenis na Wimbledonie od lat bywa obiektem krytyki. Argumenty są znane – trawa jest za szybka, piłki za twarde, mocne serwisy i ciągłe woleje nie dają tylu doznań, co przerzucanie piłki na cegle. (…) Dla większości tenisistów to jednak Wimbledon jest tenisowym Olimpem. (…) Czy prawdą jest, że emocje gry najlepszej gry ósemki kobiet dorównują męskim? Odpowiedź twierdząca może padnie w tym roku, ale tylko wtedy, gdy do Hingis dołączy Seles, a i pozostałe tenisistki nie przestraszą się dominacji tych dwóch pań. (…) Kiedyś czekano na finał Navratilova – Evert, potem na Graf – Seles i w zasadzie wszystko sprowadzało się do tego czekania. Dziś można wierzyć, ze Iva Majoli wygra wreszcie mecz w Wimbledonie. Mary Pierce znowu poczuje siłę i zacznie zwyciężać z uśmiechem, a Amanda Coetzer czy Mary Joe Fernandez przeskoczą próg, którego nie mogły pokonać od lat. (…) Wśród kobiet coraz głośniej o pokoleniu nastolatek, które zniszczą stary układ sił. V. Williams, A. Kurnikowa i kilka innych to ma być to nowe. Może więc patrzenie na kobiecy Wimbledon będzie warte czasu i uwagi? (…)
Laury wielkoszlemowe Martiny Hingis
Australian Open: singiel 1997, 1998, 1999; debel 1997, 1998, 1999, 2002, 2016; mikst 2006, 2015
French Open: singiel finał 1997, 1999; debel 1998, 2000, mikst 2016
Wimbledon: singiel 1997, debel 1996, 1998, 2015; mikst 2015, 2017
US Open: singiel 1997; debel 1998, 2015, 2017 mikst 2015, 2017

Skocz do góry
 Zobacz profil Offline 
 Tytuł: Re: Martina Hingis - archiwalne artykuły z lat 1994 - 2007
PostNapisane: sobota, 21 cze 2014, 21:37 
Avatar użytkownika
International
Data rejestracji na forum:
czwartek, 26 wrz 2013, 12:10
Posty: 517
Wiek: 24
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona zawodniczka: Simona Halep
Kiedy następna część? :oczko:

Skocz do góry
 Zobacz profil Offline 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 11 ] 
Strefa czasowa: UTC + 1
Forum tenisowe WTAtenis.pl
Kto przegląda forum

 Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Polski Tenis
Agnieszka Radwańska