WTAtenis.pl - Forum tenisowe skupione na rozgrywkach WTA Tour! • Zobacz wątek - Lecą liście… Czyli męcząca końcówka sezonu
logo serwisu
Forum o kobiecym tenisie - WTAtenis.pl
WTAtenis.pl
Teraz jest środa, 20 lut 2019, 04:43Klasyczne logowanie
Strefa czasowa: UTC + 1
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 
Drukuj Poprzedni | Następny 
Autor
Wiadomość
 Tytuł: Lecą liście… Czyli męcząca końcówka sezonu
PostNapisane: niedziela, 19 paź 2014, 17:50 
Wielki Szlem
Data rejestracji na forum:
sobota, 29 cze 2013, 22:20
Posty: 4896
Wiek: 21
Lokalizacja: Toruń
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona zawodniczka: Goerges Radwanska Hantuchova
Cytuj:
Lecą liście…
ffZa oknami niestety już jesień. Na razie niby nas rozpieszcza temperaturami i lazurowym niebem, ale to jednak ostatnie takie podrygi. Za chwilę przyjdą przecież nieuchronne szarugi oraz chłód, o czym wciąż przypominają majestatycznie spadające na ziemię liście. Niektórzy uważają, że to jest piękny, bo nastrojowy i pełen kolorów czas, ale ja tam wolę drzewa w ich pełnej krasie, nie zaś ogołocone i jakby pozbawione sensu. Te wszystkie przyrodnicze i pogodowe smuteczki bezwiednie przychodzą na myśl, kiedy się uważniej patrzy na ostatnie turnieje tenisowe cyklu ATP i WTA. Ileż tam można dziś dostrzec zdumiewających podobieństw!

Trzy lata temu eksperci amerykańskiego magazynu „Tennis” starali się zracjonalizować sensacyjną jesienną serię Agnieszki Radwańskiej, tenisistki stojącej wtedy na progu pierwszej dziesiątki. Nagle na przełomie września i października Polka wygrała z sześcioma bardzo wysoko klasyfikowanymi rywalkami i zdobyła łącznie aż 1900 punktów za tytuły w prestiżowych turniejach w Tokio i zaraz potem w Pekinie. Oznaczało to gigantyczny krok do przodu, a jak się później okazało był to właśnie początek jej marszu w stronę ścisłej czołówki. Amerykańscy eksperci urządzili wówczas redakcyjną dyskusję na ten temat, analizując, z jaką faktycznie sytuacją mamy do czynienia. Jeden mocno chwalił nietypowy tenis Agnieszki i twierdził, że w kobiecym cyklu właśnie pojawiła się nowa kandydatka do wygrywania największych imprez. Inny uważał, że to przesada, bo Radwańska wykorzystała jedynie taki szczególnie dogodny moment. Głosił pogląd, że prawdziwa rywalizacja w obu cyklach wyraźnie wygasa po zakończeniu US Open. Potem już tylko nieliczni są naprawdę zainteresowani wynikami, reszta myśli głównie o wakacjach, albo leczy kontuzje. Żachnąłem się wtedy, czytając tę drugą opinię, bo sukcesy Polki wydawały mi się oczywiste, a ich podważanie w ten sposób mało eleganckie. Dziś nie byłbym już tak kategoryczny w swych poglądach i nie ma to żadnego związku z uzyskanymi wynikami, czy też ich brakiem u naszej najlepszej tenisistki.

Uważne przyglądanie się rozgrywkom prowadzi do zaskakujących odkryć. Z upływem lat niektóre tendencje widać wyraźniej. Po Flushing Meadows aż do końca roku kalendarz proponuje jeszcze sporo startów. Czołówka ATP i WTA ma jednak w tym czasie jeden tylko cel. Chodzi o awans do ósemki, która posiada prawo gry w prestiżowej imprezie bilansującej sezon. Naturalnie w każdym z jesiennych turniejów wszędzie są do zdobycia punkty i wyjątkowo czasem wysokie nagrody pieniężne. Jednocześnie łatwo da się dostrzec, że po dziesięciu miesiącach nieustannej gry na korcie te ekstra premie przestają motywować. Rzut oka na niektóre wydarzenia w tegorocznych turniejach azjatyckich, lawina niespodzianek w Korei, Japonii czy Chinach, kuriozalne porażki albo wycofania z halowej kobiecej imprezy najpierw w Linzu, potem w Luksemburgu i Moskwie to nie są w istocie żadne zaskoczenia. Patrząc na nie można się jedynie zastanawiać, czy istnieje jakiś sposób na ominięcie podobnych problemów. Być może rozwiązaniem jest dziś inne ustawienie kalendarza rozgrywek, może jego zdecydowane skrócenie. Na otwarcie sezonu Australian Open, na koniec US Open, po drodze symetryczne rozdzielenie Roland Garros oraz Wimbledonu. Turnieje mistrzowskie kiedyś otwierały każdy nowy cykl, a nie zamykały. Może teraz należy je organizować jako ozdobę martwego czasu tenisowych wakacji, próbować zastąpić nimi różne pokazówki, albo zrobić z nich konkurencję dla nowej ligi, tego hinduskiego tenisowego Bollywoodu …

Naturalnie ten jesienny medal ma też na kortach swą lepszą, ciekawszą stronę. Jak największych coś boli, albo po prostu mniej im się chce to powstaje wtedy okazja poznania bliżej tych stojących gdzieś za plecami liderów, czasem postaci kompletnie ogółowi nieznanych. Nie da się wykluczyć, że w takiej sytuacji objawi się nam ktoś, kto na braku zainteresowania ze strony gwiazd doraźnie skorzysta. Bywają też – jak w przypadku Radwańskiej – zjawiska trwalsze. Niejeden przecież pobyt w elicie zaczynał się od sukcesów, jakie przyszły o tej akurat porze roku. Uważam, że problem sprowadza się w istocie do kształtu rywalizacji, jaką mamy we współczesnym tenisie. Specjaliści od wciskania nam reklamowego kitu doprowadzili do tego, że w światku, w którym przez korty przelewają się miliony dolarów, wszystkie reflektory skierowano wyłącznie na największe gwiazdy. Inni po prostu przestali się liczyć. Mało kto się teraz zastanawia, skąd niby „ci inni” mają się brać, kiedy i gdzie kształtować. Gdy na ekranie podczas relacji z Linzu pojawia się ktoś taki jak Niemka Anna-Lena Friedsam, a w Luksemburgu Czeszka Denisa Allertova to ludzie odchodzą jednak od telewizora, bo to przecież nie jest np. ich ukochana Ivanovic, albo Bouchard, albo Szarapowa, albo Radwańska. Masową publiczność interesują dziś głównie celebryci z rakietami, a nie rozgrywki tenisowe jako takie…

Jesienią najbardziej żal mi organizatorów imprez. Nakłady na turnieje osiągnęły kosmiczny wręcz poziom, tymczasem o tej porze roku bardzo często się okazuje, że sztandarowe postacie z plakatów, z witryn, czy stron internetowych albo nie przyjechały, albo rozbolał je paluszek. Smutek ogarnia, gdy gołym okiem widać, jak do kosza idzie z tego powodu cała robota. Trybuny pustoszeją jeszcze bardziej niż zwykle, zniechęcają się sponsorzy, szefowie stacji telewizyjnych pytają, co to wszystko do diabła ma znaczyć. Wobec coraz większej intensywności gry problem, niestety, będzie narastał ponieważ czas naprawdę dobrej dyspozycji gwiazd z każdym rokiem będzie krótszy. Te jesienne dożynki tenisowe tym się różnią od oglądanych co roku zjawisk przyrody, że za oknem za kilka miesięcy znów zrobi się ciepło i optymistycznie, na drzewach zaś wyrosną nowe, zielone liście. Na rynku mojej ukochanej dyscypliny zdarza się też spotkać takie pozytywy, ale reguły tutaj akurat nie ma. Zwykle tej raz straconej dobrej aury nie udaje się potem odbudować.


Bardzo fajny tekst. Trafiający w sedno problemu. Problemu zawodniczek, problemu turniejów i organizatorów. Ale też trochę problemu Naszego forum, kiedy to pod koniec sezonu, gdy te największe gwiazdy na chwilę gasną -w wątkach są pustki, a nawet przy bardzo ciekawym spotkaniu są góra 2, czasami 1 post.
Widząc taką frekwencję, z obawą patrzę na to czy ta "jesień" przeminie, czy nie zamieni się przypadkiem w epokę lodowcową. Tak samo jak WTA nie zamieni się w chiński jarmark albo rewię mody, bo tendencja jak na razie spadkowa. :oczami:

Skocz do góry
 Zobacz profil Offline 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 
Strefa czasowa: UTC + 1
Forum tenisowe WTAtenis.pl
Kto przegląda forum

 Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Polski Tenis
Agnieszka Radwańska